dlaczego trudno mi ufać ludziom-jak budować zaufanie w spektrum-jak ufać innym po trudnych doświadczeniach-neuroatypowość i relacje-potrzeba kontroli a relacje-relacje i granice autystycznych osób-spektrum autyzmu i ostrożność-trudności w zaufaniu-zaufanie a spektrum autyzmu-zaufanie w kontekście neuroatypowości
John Ireland – Spring, the Sweet Spring

Zaufanie nie przychodzi naturalnie

Zaufanie to jedno z tych słów, które w teorii powinny być oczywiste, wpisane w relacje społeczne, w budowanie więzi. Ale w praktyce – przynajmniej w moim – neuroatypowym – świecie, jest to koncept złożony i niejednoznaczny.

Zaufanie nie rodzi się u mnie na starcie. Nie jest domyślnym ustawieniem. To nieufność chroni mnie na początku – z dystansu obserwuję, analizuję, sprawdzam, czy dana osoba naprawdę zasługuje na dostęp do mojego świata.

Nie chodzi o mizantropię, choć nie ukrywam – większości ludzi nie lubię. Chodzi raczej o to, że zbyt często moje zaufanie było traktowane jak słabość albo okazja. A ja zbyt długo nie miałam narzędzi, by to rozpoznawać wcześniej.


Kiedyś ufałam za szybko – i to bolało

Są takie wspomnienia, których nie da się wymazać. Ludzie, którzy przychodzili z uśmiechem, słuchali, pytali – a potem wykorzystywali moje słowa, moją wrażliwość, moją otwartość.

Zdarzyło się, że dzieląc się trudnymi przeżyciami z kimś, kto wydawał się wspierający, dostałam w zamian ocenę, wyśmianie albo – co gorsza – milczenie, które brzmiało jak „przesadzasz”.

Zaufanie zbudowane na potrzebie bycia zrozumianą potrafi runąć szybciej, niż zostało zbudowane. A gdy runie kilka razy z rzędu, zaczynasz budować mury. Nie po to, by się zamknąć – tylko po to, by przetrwać.


Ostrożność jako sposób na życie

Z czasem ostrożność stała się moim domyślnym trybem funkcjonowania. Nie tworzę więzi spontanicznie. Nie wchodzę w rozmowy z otwartą duszą. Nie mówię „ufam ci”, nawet jeśli kogoś lubię.

Zaufanie to nie tylko uczucie – to stan, który wymaga wysiłku, spokoju, przestrzeni i… dowodów. Muszę wiedzieć, że ktoś mnie nie oceni, nie skomentuje ironicznie mojego milczenia, nie zbagatelizuje mojej trudności.

Muszę zobaczyć, że ktoś nie naciska. Nie domaga się mojej otwartości. Że potrafi poczekać.

Tylko wtedy mogę pomyśleć: może warto zaryzykować. Może warto uchylić drzwi.


Potrzeba kontroli zamiast ryzyka

Zaufanie wymaga odpuszczenia. A ja nie umiem odpuszczać.
Potrzeba kontroli to jeden z filarów mojego codziennego funkcjonowania. Dzięki niej czuję, że mogę sobie poradzić z tym, co nieprzewidywalne. A ludzie… są nieprzewidywalni.

Każda nowa relacja to potencjalna zmiana – a każda zmiana to ryzyko. Że coś się wymknie, że ktoś zacznie „chcieć za dużo”, że nie zauważę w porę sygnałów ostrzegawczych.

Dlatego wybieram bezpieczne schematy. Małe grono, jasno określone zasady, dystans tam, gdzie nie mam pewności. Nie z zimna – z potrzeby stabilności.


Czym dla mnie jest zaufanie?

To nie romantyczne uniesienie, nie ślepa wiara, nie „czucie”, że ktoś jest dobry.
Zaufanie to proces. Oparty na faktach, gestach, drobiazgach.

To ktoś, kto pamięta, że nie lubię, gdy się na mnie patrzy zbyt długo.
To ktoś, kto nie wymaga ode mnie, bym odbierała telefon, kiedy nie mam siły.
To ktoś, kto nie pyta: „Ale czemu jesteś taka zamknięta?”, tylko mówi: „Jest okej, że milczysz”.

Zaufanie to nie spektakularne deklaracje. To spokój, który pojawia się przy kimś – i nie znika zaraz po spotkaniu.


Dlaczego nadal próbuję?

Bo czasem potrzebuję ludzi – mimo wszystko.
Bo samotność daje mi wolność, ale czasem też zabiera ciepło.

Próbuję powoli, na własnych zasadach. Z niektórymi ludźmi się to udaje – i to daje nadzieję. Nie muszę ufać wszystkim. Ale mogę ufać wybranym.

I mogę ufać sobie – że jeśli znowu coś pójdzie nie tak, przetrwam. Już nie jestem bezbronna. Mam słowa. Mam granice. Mam doświadczenie.


Podsumowanie

Zaufanie nie jest dla mnie łatwe, ale też nie jest niemożliwe.
To nie kwestia złego charakteru, chłodu emocjonalnego czy dystansu. To rezultat doświadczeń, neurologii i sposobu, w jaki postrzegam świat.

Zamiast próbować się zmieniać, próbuję rozumieć siebie. To, czego potrzebuję, by poczuć się bezpieczna. To, co sprawia, że mogę otworzyć się choć trochę.

Zaufanie to nie to, co daję na start – to coś, co trzeba ze mną zbudować. I choć trwa to dłużej, może właśnie dlatego, gdy już się pojawi, jest prawdziwe.


Zaufanie, relacje i potrzeba autonomii u osób w spektrum autyzmu – przeczytaj więcej

Trudności w nawiązywaniu interakcji społecznych u osób z autyzmem

Po co nam zaufanie?

Dlaczego nie lubię, kiedy ktoś mnie obserwuje?

Dlaczego nie lubię, kiedy ktoś mnie obserwuje? O byciu w centrum uwagi i poczuciu dyskomfortu


Czy zaufanie przychodzi Ci łatwo, czy – tak jak mnie – jest czymś, co wymaga czasu i ostrożności?
Jakie masz doświadczenia z budowaniem zaufania? Co sprawia, że potrafisz komuś zaufać – albo że się wycofujesz?

Podziel się swoim spojrzeniem – Twoja perspektywa może być ważna dla innych.


Paraliż, kiedy ktoś patrzy – tekst o tym, jak presja blokuje, zamiast mobilizować

Dlaczego działanie pod presją sprawia mi trudność?
W nowym tekście opowiadam o tym, jak wygląda wewnętrzny paraliż, gdy ktoś czeka, patrzy lub oczekuje natychmiastowej reakcji.
Już jutro na blogu!

Kontakt:

Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com

Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com

Instagram:

aga_aspergerka_w_sieci

pflegel.psycholog

Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum

Zostaw odpowiedź

No responses yet

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Głos w Spektrum

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej