To tylko zapach? Nie dla mnie.
Kiedy ktoś mówi: „To tylko zapach”, mam ochotę zamilknąć.
Bo dla mnie to nigdy nie jest „tylko”.
Zapach może mnie zalać. Przytłoczyć. Wywołać mdłości, zawroty głowy, ból. Może mnie unieruchomić.
Może zdominować przestrzeń, zająć moje ciało, zająć mnie – bez pytania o zgodę.
Nie każdy zapach. I nie zawsze tak samo.
Ale kiedy już się pojawi, nie jestem w stanie go zignorować.
On staje się wszystkim. Przejmuje mnie. Przerywa tok myślenia. Odbiera kontakt z ciałem.
I nie znika, dopóki nie zniknę ja – z tego miejsca.
Węch jako zmysł ostrzegawczy
Dla mnie zapachy to nie dodatki. To system ostrzegawczy.
Jeśli coś pachnie zbyt intensywnie – ciało napina się w gotowości.
Jeśli coś pachnie „obco” – czuję niepokój.
Jeśli zapach jest zbyt trwały – pojawia się rozdrażnienie, zmęczenie, czasem panika.
To nie tylko kwestia „nie lubię”. To reakcja systemu nerwowego, który odbiera zapach jak potencjalne zagrożenie.
Jak hałas, który nie cichnie. Jak światło, które nie gaśnie.
Czasem wystarczy, że ktoś spryska się mgiełką zapachową przy mnie.
Albo wejdę do windy, w której ktoś zostawił po sobie perfumy.
Albo usiądę w komunikacji miejskiej obok kogoś, kto pachnie „za bardzo”.
I wszystko we mnie krzyczy: „Uciekaj.”
Zapachy w miejscach publicznych – mój osobisty tor przeszkód
Są miejsca, których unikam – nie z powodu ludzi, ale z powodu zapachów:
drogeryjne alejki, perfumerie, przymierzalnie, poczekalnie w salonach kosmetycznych.
Wchodzę i czuję się, jakbym została oblana czymś obcym.
Zapach wnika do nosa, do gardła, do żołądka. Osadza się na ubraniu, na włosach, na skórze.
Ale są też miejsca, które wybieram właśnie dlatego, że są inne.
Moja fryzjerka. Jej salon nie pachnie intensywnie. Nie czuć tam chemii, lakieru, sztuczności.
Nie ma duszących kosmetyków, świec zapachowych, żadnych aromatów “dla klimatu”.
To dla mnie ogromna ulga – możliwość zadbania o siebie w przestrzeni, która mnie nie przestymulowuje.
Taka cicha troska – nieoczywista, a bezcenna.
W relacjach – tłumaczenie się z niewidzialnego
Trudno jest komuś powiedzieć:
– „Nie mogę siedzieć obok ciebie, bo twój zapach mnie przytłacza.”
Albo:
– „Proszę nie wchodzić tak blisko – ten płyn do płukania mnie boli.”
A przecież nie chodzi o osobę. Chodzi o zmysły.
Zdarzyło mi się wyjść z pokoju i nie wrócić.
Zdarzyło się odwołać spotkanie, bo nie miałam siły walczyć z „ładnym zapachem”.
I wiem – dla większości ludzi zapach to coś neutralnego, czasem przyjemnego.
Ale dla mnie to coś, co może naruszyć granice, jeszcze zanim ktoś zdąży się do mnie odezwać.
Nie tłumaczę się już tak jak kiedyś. Ale i tak czasem czuję się niezręcznie – z powodu tego, czego nie widać.
Moje wybory – czyli jak pachnie mój świat
Nie jestem „przeciwko zapachom”.
Po prostu potrzebuję, by były moje. Znane. Bezpieczne. Łagodne.
Używam jednego rodzaju dezodorantu – tego, który mnie nie męczy, nie zostaje na skórze zbyt długo, nie gryzie nosa.
Perfumy? Tylko te, które wybrałam po wielu próbach i błędach. Ciche. Otulające. Neutralne. Takie, które nie dominują mojej przestrzeni.
Zapachy prania? Głównie bawełna – subtelna, czysta.
Używam detergentów przeznaczonych dla dzieci – łagodnych, bezzapachowych lub tylko z domieszką czegoś, co nie narusza mojej skóry i nosa.
Odświeżacze powietrza? Nie. Albo tylko takie, które pachną jak pranie suszące się w słoneczny dzień.
To nie fanaberia. To moje granice. Mój komfort. Moja higiena sensoryczna.
Ciało, które pamięta. Nos, który nie zapomina
Są zapachy, które uruchamiają coś głębszego.
Nie wspomnienie – reakcję.
Zapach starej piwnicy. Zapach szpitalnej pościeli. Zapach frytek smażonych na starym oleju.
Czasem nie wiem, co się dzieje. Po prostu nagle czuję napięcie, mdłości, odruch wycofania.
To nie zawsze jest świadome. Ale jest realne.
Nos pamięta.
I przypomina, nawet kiedy głowa próbuje o tym zapomnieć.
Zapach też może być granicą
Nie każdy zapach jest dla mnie wrogiem.
Niektóre są przyjemne, znajome, kojące.
Ale każdy zapach musi być delikatny. Nieinwazyjny. Zaproszony, nie narzucony.
Dla mnie zapach to nie detal. To bodziec. Czasem: stresor.
A czasem – niechciany intruz, który odbiera oddech.
Dlatego uczę się mówić: „To za dużo.”
Dlatego wybieram to, co łagodne. Co subtelne. Co moje.
I może kiedyś świat nauczy się, że zapach też może być granicą.
I że szacunek do tej granicy to akt prawdziwej uważności.
Zobacz też inne wpisy o zmysłach, przestymulowaniu i codzienności w spektrum:
Nadwrażliwość i niedowrażliwość węchowa
Trudne emocje: dysregulacja emocjonalna u osób z autyzmem i ADHD
Jak stworzyć środowisko przyjazne osobom neuroatypowym w 2025 roku?
Czy zapachy też potrafią Cię przytłoczyć?
Masz swoje „bezpieczne aromaty”? A może są zapachy, które natychmiast każą Ci uciekać?
Podziel się swoją historią – może ktoś, kto nigdy się nad tym nie zastanawiał, przeczyta i zrozumie.
Jedzenie, toaleta, sen – rzeczy, które zbyt łatwo odkładam
To nie lenistwo. To mechanizm przetrwania.
Jutrzejszy tekst to opowieść o tym, co dzieje się, gdy ciało nie nadąża za głową. O zapominaniu o sobie. O życiu, w którym sen, jedzenie i fizjologia stają się czymś, co „można zrobić później”. I o tym, jak próbuję znowu zauważać siebie.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź