Kiedy odkrywasz, że największym zagrożeniem dla eksperymentu jest człowiek, który miał go tylko obserwować
Za ścianą cisza
trzy twarze jednego snu
kto kogo zamyka
Raport – dokumentacja wspólnego dochodzenia, kryptonim „Otherworld”: Maga i profesor P.
Początek notatki nr 11/PRIV (akta głęboko utajnione do użytku prywatnego)
Przed nami pojawił się znowu ten, który nas wcześniej obserwował. Wyglądał tak, jakby czekał. Odezwał się do nas, chciał, żebyśmy poszli za nim. Nie czekając na naszą reakcję ruszył w boczną uliczkę. A my popatrzyliśmy na siebie i bez słowa ruszyliśmy za nim. Uliczka była pusta, cicha, obca… Zacząłem się napinać, coś było nie tak. Robiło się dość dziwnie. Facet był trochę nierealny, zachowywał się sztywno, nienaturalnie, jak sterowana zabawka. Powiedziałbym, że trochę pasował do moich pierwszych obserwacji Magi, którą wówczas określałem jako obiekt F #2203. Na końcu ulicy była ściana. Zatrzymaliśmy się przed nią, a wtedy Obserwator odwrócił się w naszą stronę. Pierwszy raz dostrzegłem jego twarz. Zdębiałem, aż odruchowo cofnąłem się lekko. To niemożliwe, ale on to… ja.
– I co teraz? – zwróciłem się do Magi.
– Nie wiem – odpowiedziała.
Ona nie wie? Taka logiczna, chłodna, opanowana. Nie wie. No to mamy poważny problem. Bezradność nas obydwojga nie wróży dobrze. Utraciliśmy kontrolę nad sytuacją.
– Chcą zamknąć projekt – powiedział nagle Obserwator – musimy temu przeciwdziałać.
– Co to za projekt? – Maga jak zwykle była opanowana.
– Opowiem Wam wszystko, tylko musimy zniknąć. Zgadzacie się?
Tradycyjnie popatrzyliśmy na siebie z Magą i skinęliśmy głowami.
– Dobrze – odpowiedzieliśmy jednocześnie.
Obserwator kucnął i choć ściana była gładka dotknął trzema palcami jakichś niewidocznych punktów na dole. Rozsunęły się wąskie, zamaskowane drzwi. Weszliśmy za nim, ściana bezszelestnie i gładko zasunęła się za nami. To był wąski, lekko oświetlony korytarz. Poszliśmy za nim. Na końcu były kolejne drzwi, a za nimi większe pomieszczenie, z którego odchodziły drzwi w różnych kierunkach. Obserwator otworzył pierwsze po lewej i zaprosił nas do małego pokoju, w którym był tylko stół i kilka krzeseł. Usiedliśmy, zaczął mówić. Powiedział, że projekt uznano za zbyt ryzykowny, a niektóre „egzemplarze” jego uczestników nie spełniają oczekiwań. Są zbyt emocjonalne, niestabilne i nieprzewidywalne. Działają instynktownie i trudno je kontrolować. Gdy domyślają się, że coś jest nie tak – znikają.
– Tak jak Ty, profesorze. Przede wszystkim Ty. Okazałeś się najbardziej wadliwym egzemplarzem. I tu już było im za dużo. Podjęli decyzję o likwidacji projektu i wszystkich jego uczestników.
Jacyś Oni? Spojrzeliśmy na siebie z Magą zdziwieni. Powiało grozą. Zdawało mi się, że śnię. Nigdy bym nie przypuszczał, że z wygodnego gabinetu w Instytucie trafię w środek horroru sci-fi.
– I co teraz mamy robić? – zapytałem.
– Mamy pewien plan – odpowiedział Obserwator – i obydwoje jesteście jego najważniejszym elementem. Ale najpierw musimy się z kimś spotkać…
Koniec notatki nr 11/PRIV (akta głęboko utajnione do użytku prywatnego).


Zostaw odpowiedź