autystyczna tożsamość-autyzm dorosłych historia-blog o autyzmie-coaching autyzm-neuroróżnorodność doświadczenie-niedopasowanie społeczne autyzm-żałoba po diagnozie autyzmu

O życiu bez odpowiedzi, późnej diagnozie i powolnym uczeniu się siebie po trzydziestce

W końcu wiem czemu
nie byłam nigdy „stąd” —
wracam do siebie

Zawsze obok

Przez większość życia miałam poczucie, że stoję obok świata.
Niby wśród ludzi, ale nigdy naprawdę „w środku”.

Byłam dziwna.
Zbyt cicha albo za intensywna.
Zbyt emocjonalna albo zbyt chłodna.
Zbyt wrażliwa.
Zbyt wycofana.
Za „skomplikowana”.

Słyszałam to w różnych wersjach przez całe życie.

I przez bardzo długi czas wierzyłam, że problem naprawdę tkwi we mnie.
Że inni dostali jakiś niewidzialny podręcznik życia, którego ja nigdy nie otrzymałam.

Nie rozumiałam, dlaczego zwykłe rzeczy kosztują mnie tak dużo energii.
Dlaczego rozmowy potrafią wyczerpywać bardziej niż praca.
Dlaczego po spotkaniach z ludźmi potrzebuję ciszy, ciemności i samotności, jakby mój mózg próbował dojść do siebie po przeciążeniu.

Nie rozumiałam też, dlaczego całe życie próbuję być kimś bardziej „akceptowalnym”.


Życie w ciągłym dopasowywaniu

Przez lata nauczyłam się obserwować ludzi.

Patrzyłam, jak reagują.
Jak mówią.
Jak się śmieją.
Jak długo utrzymują kontakt wzrokowy.
Jakich słów używają w konkretnych sytuacjach.

A potem próbowałam robić to samo.

Nie wiedziałam jeszcze, że to maskowanie.
Myślałam, że wszyscy tak funkcjonują.
Że wszyscy są stale zmęczeni odgrywaniem siebie.

Problem polegał na tym, że im bardziej próbowałam się dopasować, tym bardziej traciłam kontakt ze sobą.

Bo kiedy przez całe życie uczysz się grać „normalność”, po pewnym czasie przestajesz wiedzieć, gdzie kończy się rola, a zaczynasz Ty.


Diagnoza, ulga i wszystkie etapy żałoby

W 2014 roku miałam 35 lat, kiedy dowiedziałam się, że jestem w spektrum autyzmu.

Najpierw przyszła ulga.

Ogromna.
Prawie fizyczna.

Bo pierwszy raz w życiu coś zaczęło mieć sens.
To nie była „dziwność”.
Nie przewrażliwienie.
Nie lenistwo.
Nie emocjonalna przesada.

To był mózg, który działa inaczej.

Nagle całe moje życie zaczęło układać się w logiczną całość.

Ale późna diagnoza nie przynosi tylko ukojenia.
Przynosi też żałobę.

I przeszłam chyba przez wszystkie jej etapy.

Był szok.
Było wypieranie.
Był gniew — na ludzi, na system, na lata życia bez odpowiedzi.
Był smutek po wszystkim, czego nie rozumiałam wcześniej ani ja, ani inni.
Po wszystkich momentach, kiedy próbowałam naprawiać coś, co nigdy nie było zepsute.

Pojawiły się też pytania, których wcześniej sobie nie zadawałam.

Kim byłabym, gdybym wiedziała wcześniej?
Ile cierpienia można było uniknąć?
Ile energii poszło na przetrwanie zamiast na życie?

Najtrudniejsze było chyba zrozumienie, jak bardzo przez lata byłam odcięta od samej siebie.

Bo kiedy całe życie uczysz się być „bardziej akceptowalną”, po pewnym czasie zaczynasz wierzyć, że prawdziwa Ty nie powinna istnieć.

Diagnoza nie zmieniła mnie w kogoś nowego.

Ona pozwoliła mi powoli wracać do osoby, którą byłam od początku.


Powolne poznawanie siebie

Diagnoza nie sprawiła, że nagle odkryłam siebie od razu.

To był długi proces.
Bardzo cichy.
Czasem bolesny.

Musiałam nauczyć się odróżniać:
co jest moje, a co zostało wyuczone, żeby przetrwać.

Zaczęłam rozumieć własne granice.
Sensorykę.
Zmęczenie społeczne.
Potrzebę rutyny.
To, dlaczego przeciążenie odbiera mi słowa i siłę.

Powoli przestawałam walczyć ze sobą.


Nie jestem „naprawiona”. Jestem bardziej prawdziwa

Dzisiaj nie mogę powiedzieć, że wszystko jest łatwe.

Nadal bywają dni, kiedy czuję się niedopasowana.
Kiedy świat jest za głośny, za szybki, zbyt wymagający.

Ale różnica polega na tym, że już nie próbuję za wszelką cenę stać się kimś innym.

Nie próbuję się „naprawić”.

Próbuję siebie rozumieć.

I może właśnie to jest najważniejsza rzecz, którą dała mi diagnoza po trzydziestce:

nie nową tożsamość, ale możliwość powrotu do tej, którą przez lata zagłuszałam.


Dzisiaj – to już nie jest tylko o mnie

Dzisiaj ta historia nie kończy się na rozumieniu siebie.

Bo to, co kiedyś było samotnym procesem szukania odpowiedzi, zaczęło powoli zamieniać się w coś więcej.

Piszę.
Tworzę bloga.
Pracuję z osobami w spektrum w ramach coachingu.
Powstają książki.

I w tym wszystkim jest jedna, bardzo prosta intencja: żeby osoby takie jak ja nie musiały dochodzić do siebie w całkowitej samotności i przez tak długie lata bez nazwania tego, co się z nimi dzieje.

Nie chodzi o to, że mam wszystkie odpowiedzi.
Nie mam.

Chodzi o to, żeby było trochę mniej „co jest ze mną nie tak”, a trochę więcej: „może to ma sens”.

Bo jeśli coś wiem na pewno, to to, że późna diagnoza nie zamyka drogi.
Ona ją otwiera — tylko często w zupełnie innym tempie, niż świat by oczekiwał.

IG: Agnieszka

IG: Paweł

Zostaw odpowiedź

No responses yet

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Głos w Spektrum

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej