Raport kosmicznej obserwatorki:
analiza zdarzenia polegającego na jednoczesnym występowaniu wielu wersji tych samych uczestników eksperymentu
Kiedy odkrywasz, że nie jesteś jedyną sobą, pytanie przestaje brzmieć „kim jestem”, a zaczyna brzmieć „która z nas pamięta prawdę”
Dziesiąta przyszła.
Nikt nie planował jej tu.
Cisza się boi.
Początek zapisu [obiekt P × wiele]
Nie przestraszyłam się.
To prawdopodobnie nie jest reakcja, której oczekiwaliby ludzie.
Profesor zamarł.
Ja nie.
Byłam zaskoczona, owszem. Zaciekawiona. Nawet odrobinę zaniepokojona.
Ale nie przestraszona.
Bo kiedy przez całe życie czujesz się trochę jak przybysz z innej planety, bardzo szybko uczysz się jednej rzeczy:
rzeczywistość rzadko jest tak prosta, jak twierdzą inni.
Pierwsze obserwacje
Przy stole siedziało kilka par.
Kilka.
Nie jedna.
Nie dwie.
Kilka.
Każda składała się z profesora i kosmitki.
Niektóre były starsze od nas.
Inne wyglądały młodziej.
Jedna z wersji profesora miała siwe włosy.
Jedna z wersji mnie miała krótsze.
Inna nosiła okulary, których nigdy wcześniej nie widziałam.
Ale najdziwniejsze było coś innego.
Wszyscy patrzyli na nas tak, jakby już wiedzieli, że przyjdziemy.
Anomalia społeczna
Kobieta, która wskazała nam miejsca przy stole, wyglądała zwyczajnie.
To od razu wzbudziło moją nieufność.
W tego typu historiach najbardziej niebezpieczne osoby zwykle wyglądają całkowicie zwyczajnie.
— Usiądźcie — powiedziała spokojnie.
Profesor spojrzał na mnie.
Usiedliśmy.
Przez chwilę nikt nic nie mówił.
A potem jedna z pozostałych Mag odezwała się pierwsza.
— Jak daleko zaszliście?
To było bardzo dziwne pytanie.
Nie „kim jesteście”.
Nie „skąd przychodzicie”.
Nie „czy wszystko w porządku”.
Jak daleko zaszliście.
Hipoteza siódma: oni nie są kopiami
Profesor najwyraźniej myślał o klonach.
Ja nie.
Klon jest kopią.
Powtórzeniem.
Duplikatem.
Ci ludzie nie zachowywali się jak kopie.
Byli zbyt różni.
Mieli inne gesty.
Inne spojrzenia.
Inne sposoby siedzenia.
To nie były kopie.
To były wersje.
Pierwsza odpowiedź
— Nie rozumiem — powiedział profesor.
Kobieta skinęła głową.
— Tak samo odpowiedzieliście za pierwszym razem.
Profesor zmarszczył brwi.
— Za pierwszym razem?
Przy stole zrobiło się cicho.
Bardzo cicho.
Tak cicho, że słyszałam tykanie starego zegara wiszącego na ścianie.
Informacja krytyczna
Siwowłosy profesor położył dłonie na stole.
— Musicie zrozumieć jedną rzecz — powiedział.
— Jaką?
Spojrzał najpierw na mnie.
Potem na profesora.
I odpowiedział:
— To nie jest pierwsza wersja tego spotkania.
Pęknięcie
Profesor pobladł.
Ja poczułam coś znacznie gorszego.
Rozpoznanie.
Bo nagle przypomniało mi się coś, czego nigdy wcześniej nie pamiętałam.
Krótki obraz.
Stary dom.
Drewniany stół.
Profesor siedzący obok mnie.
Dokładnie ten sam.
Dokładnie w tym samym miejscu.
Anomalia pamięci
Obraz zniknął tak szybko, jak się pojawił.
Ale wystarczył.
Nie był wspomnieniem.
Był echem.
Jakby mój umysł pamiętał coś, czego nigdy nie przeżył.
Spojrzałam na jedną z pozostałych Mag siedzących przy oknie.
Patrzyła na mnie.
Spokojnie.
Ze współczuciem.
Jak ktoś, kto wie dokładnie, co właśnie zobaczyłam.
Notatka końcowa
— Ilu nas jest? — zapytałam.
Nikt nie odpowiedział od razu.
Kobieta stojąca na końcu stołu spojrzała w stronę zamkniętych drzwi.
Potem znowu na nas.
I powiedziała bardzo cicho:
— Jeszcze wczoraj powiedziałabym, że dziewięć par.
W pomieszczeniu zapadła cisza.
— Jeszcze wczoraj? — zapytał profesor.
Kobieta skinęła głową.
A potem otworzyły się drzwi prowadzące do hallu.
Do środka wbiegł Obserwator.
Tym razem naprawdę wyglądał na przerażonego.
— Za późno — powiedział.
— Oni znaleźli dziesiątą wersję.
I wtedy po raz pierwszy zobaczyłam, że wszyscy przy stole się boją.
CDN…


Zostaw odpowiedź