Raport – dokumentacja wspólnego dochodzenia, kryptonim „Otherworld”: Maga i profesor P.
Las milczy cicho.
Przy stole siedzą ci sami.
Którzy są nasi?
Początek notatki nr 12/PRIV (akta głęboko utajnione do użytku prywatnego)
Okazuje się, że jest plan, my jesteśmy jego najważniejszym elementem i musimy się z kimś spotkać. A ja jestem najbardziej wadliwym „egzemplarzem” projektu. No świetnie, po prostu bomba, poczułem się jak zepsuta zabawka, którą można wyrzucić na śmietnik.
Takie dziwne rzeczy mówił Obserwator, ale według mnie było w nim coś nienaturalnego. Klon, który wyglądał jak ja. I ten cały dziwny projekt wręcz naszpikowany kolejnymi, ukrytymi warstwami. Miał badać możliwości porozumienia międzygatunkowego, a kiedy zaczęło do tego dochodzić, to nagle zrobiło się źle, wszystko zaczęło się sypać: „wadliwy egzemplarz” i projekt do likwidacji.
Gdy tak rozmyślałem zaczęło migotać światło. Na korytarzu rozległy się szybkie kroki wielu osób. Obserwator wyglądał, jakby się zląkł i zarządził ewakuację. Otworzył przejście prowadzące w dół, a kiedy mieliśmy już tam wejść usłyszeliśmy zza drzwi głos. To był mój głos! Kazał mi natychmiast odsunąć się od Magi…
Co jest? Ile tu mają tych moich klonów? A ten jeden, Obserwator, to jakiś zbuntowany egzemplarz? Ja wadliwy, on zbuntowany?
– Szybko, za mną, później wszystko Wam wyjaśnimy! – krzyknął.
Pobiegliśmy za nim w dół. Trwało to długo, po drodze Obserwator otwierał i zamykał za nami kolejne drzwi, jakby chciał nas odgrodzić od tych, którzy nas ścigali. Za ostatnimi drzwiami było wreszcie powietrze. Znaleźliśmy się w innej, wąskiej i zaśmieconej uliczce, nie kojarzyłem jej. Na końcu stał samochód, wsiedliśmy do niego. Kierował Obserwator, to działo się tak szybko, że nawet nie zdążyliśmy z Magą zastanowić się, na ile możemy mu zaufać. „Wadliwy egzemplarz”: krążyło mi po głowie, moje klony, które posługiwały się moim głosem przerażały. Ile ich jeszcze jest?
Wyjechaliśmy za miasto, najwyraźniej pościg nie zdążył nas dopaść. Po około godzinie skręciliśmy z głównej drogi, jechaliśmy przez las przez kolejne kilkanaście minut, aż przed nami wyłoniła się miejscowość letniskowa z pięknymi, starymi domami. Nigdy tu nie byłem, nie wiedziałem, gdzie jesteśmy. Dojechaliśmy do ładnej posiadłości za murem, przejechaliśmy automatycznie otwieraną bramę. Obserwator zaparkował przed wejściem, stały tu jeszcze dwa samochody.
– Zapraszam do środka.
Weszliśmy do dość dużego hallu, na dole były drzwi do kilku pokoi oraz schody na górę. Obserwator zaprowadził nas do jednego z pomieszczeń. Gdy weszliśmy do środka zdębiałem, Maga położyła rękę na moim ramieniu. Przez całą drogę nic nie mówiliśmy. Teraz też zabrakło mi słów. Przed nami był duży stół, przy nim krzesła, na niektórych z nich siedziało kilka osób. Jednak pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to para siedząca obok siebie od strony okien. To był mój kolejny klon i… Maga. „Prawdziwa” Maga zacisnęła mocno dłoń na moim ramieniu. Popatrzyliśmy na siebie.
– Usiądźcie proszę – jakaś kobieta wskazała nam dwa krzesła obok siebie – chcemy Wam wszystko opowiedzieć.
Koniec notatki nr 12/PRIV (akta głęboko utajnione do użytku prywatnego).


Zostaw odpowiedź