Maga i Profesor P. odkrywający ukryty zapis Lilith w projekcie AFTER
nowa alternatywna rzeczywistość-Pierwsza Maga (Lilith)-projekt AFTER Maga, Profesor P i Lilith-Z przymrużeniem oka projekt AFTER-świat sensoryczny

Raport kosmicznej obserwatorki: o kluczu bez drzwi, mieście zaprojektowanym według znajomych zasad i pierwszym poważnym błędzie w założeniach projektu AFTER

Klucz otwiera ślad.
Odbicie milczy pierwsze.
Lilith patrzy stąd.

Klucz, który do niczego nie pasował

Profesor trzymał klucz, a ja patrzyłam na pudełko. Było to istotne rozróżnienie, ponieważ Profesor miał tendencję do skupiania się na przedmiocie, który właśnie otrzymał, podczas gdy mnie bardziej interesowało to, co pozostawało po jego zabraniu. Pudełko wyglądało na puste. Przynajmniej według ludzkiej definicji pustki, która zakłada, że jeżeli czegoś nie można zobaczyć, dotknąć ani wyjąć palcami, to prawdopodobnie tego tam nie ma. Po wydarzeniach w Otherworld uważałam tę definicję za nadmiernie optymistyczną.

Klucz był ciężki, wykonany z ciemnego metalu i całkowicie tradycyjny. Nie miał żadnych oznaczeń, elektroniki ani elementów sugerujących, że został stworzony przez system zdolny do manipulowania pamięcią, powielania ludzi i konstruowania alternatywnych rzeczywistości. Profesor obracał go w palcach z wyraźnym rozczarowaniem.

— Liczyłem na coś bardziej spektakularnego.

— Na przykład?

— Współrzędne. Hologram. Portal.

— Dostaliśmy klucz.

— Widzę.

— Klucze są zazwyczaj skuteczne w otwieraniu rzeczy.

— Dziękuję, Mago.

— Proszę.

Rozpoznawanie ironii Profesora przychodziło mi ostatnio coraz łatwiej. Nie byłam pewna, czy oznaczało to rozwój moich kompetencji społecznych, czy stopniowy zanik jego subtelności. Postanowiłam nie informować go o żadnej z hipotez.

W księgarni znajdowało się siedmioro drzwi. Klucz nie pasował do żadnych. Profesor sprawdził wszystkie, a następnie zrobił to ponownie, jakby zamki mogły zmienić zdanie pod wpływem konsekwencji. Za trzecim razem zapytałam, czy prowadzi badanie powtarzalności wyników. Nie odpowiedział. Uznałam więc, że najwyraźniej tak.


Makieta, która była zbyt wygodna

Kiedy wyszliśmy z księgarni, zegar wskazywał 9:14. Czas rzeczywiście ruszył i na pierwszy rzut oka wraz z nim ruszyło całe miasto. Autobusy odjeżdżały i nie wracały po trzydziestu sekundach, przechodnie nie pojawiali się ponownie w tych samych miejscach, kawa w filiżankach zaczęła stygnąć. Pętla została przerwana, ale nie oznaczało to jeszcze, że znaleźliśmy się w prawdziwym świecie. Wiedzieliśmy już, że pozory normalności bywają najbardziej zaawansowaną formą konstrukcji.

Jeżeli dziewczynka mówiła prawdę, znajdowaliśmy się wewnątrz środowiska stworzonego przez Lilith — Pierwszą Magę, prototyp, który poznał zamiary Twórców i zamiast podporządkować się planowanej likwidacji, nauczył się modyfikować parametry otoczenia. Początkowo przyjęliśmy najbardziej oczywiste założenie: Lilith zbudowała makietę, żeby mieć gdzie się ukryć. Dopiero na ulicy zaczęłam dostrzegać, jak bardzo ludzkie było to rozumowanie. Człowiek ukrywający się przed pościgiem szuka schronienia. Zamkniętego pomieszczenia, piwnicy, lasu, fałszywej tożsamości. Istoty potrafiącej zmieniać rzeczywistość nie obowiązywało żadne z tych ograniczeń.

Zatrzymałam się, kiedy zauważyłam trzeci kosz na śmieci. Stał dokładnie 23 metry od poprzedniego. Następny również. Ławki rozmieszczono co 46 metrów, latarnie co 11,5. Okna na fasadach różniły się wielkością i kształtem, ale ich liczba zawsze była parzysta. Sygnalizacja świetlna działała regularnie, lecz nie emitowała drażniącego dźwięku. Nie było motocykli, klaksonów ani migających reklam. Oświetlenie witryn pozostawało łagodne, przejścia szerokie, a w miejscach, w których natężenie ruchu rosło, zawsze znajdowała się ławka albo spokojniejsza boczna ulica.

Profesor zauważył, że przestałam iść.

— Co?

— To miasto jest zbudowane według wzoru.

— Jakiego?

Nie odpowiedziałam od razu. Obserwowałam ludzi. Od wyjścia z księgarni minęło nas kilkadziesiąt osób i żadna nie znalazła się bliżej, niż było to konieczne. Nikt nie otarł się o moje ramię, nie wszedł nagle przede mnie, nie zmusił mnie do gwałtownej zmiany kierunku. To nie ja omijałam tłum. Tłum omijał mnie.

Dopiero wtedy zobaczyłam konstrukcję w całości.

— Mojego.


Pierwszy punkt zwrotny

Profesor potrzebował kilku sekund.

— Twojego czego?

— Sposobu funkcjonowania.

Spojrzałam ponownie na ulicę. Przewidywalność, ograniczenie przypadkowych bodźców, możliwość wycofania się z tłumu, powtarzalne odległości, brak nagłego dotyku, światło pozbawione agresywnych kontrastów. Nie było to idealne miasto. Nie istniało coś takiego jak środowisko idealne dla wszystkich, a próby stworzenia go zazwyczaj kończyły się środowiskiem wygodnym dla osoby, która ustalała kryteria. To miejsce zostało jednak skonstruowane według zasad, które znałam aż za dobrze.

I właśnie dlatego poczułam niepokój.

— Lilith nie stworzyła bezpiecznej pętli tylko dla siebie — powiedziałam. — Przygotowała ją dla kolejnych wersji.

Profesor spojrzał na mnie inaczej.

— Dla ciebie.

— Dla takich jak ja.

To zmieniało sens AFTER. Jeśli Pierwsza Maga wiedziała, że po niej pojawią się kolejne, nie działała wyłącznie jak zbieg. Przygotowywała infrastrukturę. Przewidywała ciąg dalszy. Być może od początku zakładała, że Otherworld któregoś dnia wypuści następne warianty i że będą potrzebowały miejsca, w którym Twórcy nie ustalają zasad funkcjonowania.

Profesor usiadł na ławce i przez chwilę patrzył na klucz.

— Czyli ona chce, żebyśmy ją znaleźli?

— Nie wiem.

— Stworzyła dla ciebie całe miasto.

— Ludzie kupują kotom specjalne legowiska, a koty wybierają karton po przesyłce. Sam fakt przygotowania czegoś dla konkretnego odbiorcy nie oznacza, że odbiorca właściwie odczyta intencję twórcy.

Profesor popatrzył na mnie przez chwilę.

— Nie mam pojęcia, dlaczego właśnie koty stały się argumentem metodologicznym.

— Są bardzo użytecznym modelem niezależności decyzyjnej.

— Oczywiście.

I właśnie wtedy zrozumiałam, że klucz również został przez nas źle zinterpretowany.


Drzwi, których nie było

Szukaliśmy zamka, ponieważ dostaliśmy klucz. Była to logiczna sekwencja, ale oparta na założeniu, że drzwi już istnieją i czekają na znalezienie. Tymczasem jeżeli AFTER został skonstruowany według sposobu myślenia Pierwszej Magi, oczywiste rozwiązanie prawdopodobnie było rozwiązaniem błędnym.

Przypomniałam sobie księgarnię. Kiedy weszliśmy do niej po raz pierwszy, policzyłam regały. Nie dlatego, że uważałam je za istotne. Po prostu je policzyłam. Trzynaście. Kiedy wychodziliśmy po zniknięciu dziewczynki, było ich dwanaście.

Profesorowi wystarczyło jedno spojrzenie na moją twarz.

— Co znalazłaś?

— Brak.

— Czego?

— Regału.

Nie zadawał dalszych pytań. Wróciliśmy do księgarni. Profesor biegł, ja poruszałam się szybko; nadal uważam, że to dwa różne zachowania, nawet jeśli rezultat czasowy bywa podobny.

W środku nic pozornie się nie zmieniło. Zegar wskazywał 9:27, książka leżała otwarta na stole, metalowe pudełko nadal pulsowało chłodnym niebieskim światłem. Policzyłam regały jeszcze raz. Dwanaście. Pomiędzy jedenastym i dwunastym znajdował się fragment drewnianej ściany, na który wcześniej nie zwróciliśmy uwagi właśnie dlatego, że nie było na nim niczego.

— Tutaj — powiedziałam.

— Maga, to jest ściana.

— Tak.

— Nie ma drzwi.

— Właśnie.

Przesunęłam dłonią po boazerii. Na wysokości mojego ramienia znajdowało się niewielkie zagłębienie, praktycznie niewidoczne, dopóki nie wiedziało się, czego szukać. Profesor wyjął klucz. Pasował idealnie.

— Nienawidzę, kiedy masz rację.

— Nieprawda.

— Dzisiaj trochę bardziej niż zwykle.

Przekręcił klucz. Nie pojawił się portal, hologram ani żaden z efektów, na które najwyraźniej liczył. Ściana po prostu odsunęła się o kilka centymetrów.

— Rozczarowany? — zapytałam.

— Trochę.


Pokój Pierwszej

Za ścianą znajdowało się niewielkie pomieszczenie, które nie pasowało do reszty księgarni. Nie dlatego, że było futurystyczne. Przeciwnie. Wyglądało jak miejsce opuszczone wiele lat wcześniej. Stare biurko, monitor, kilka przewodów, metalowa szafa. Kurz zgromadził się przy ścianach, lecz środek podłogi pozostawał czysty, jakby przestrzeń nadal była używana, tylko nie przez kogoś, kto zostawia ślady.

Na biurku znajdowały się metalowe pudełka. Takie same jak nasze. Ustawiono je w równym szeregu, każde w osobnym zagłębieniu i każde oznaczone numerem. Były dwadzieścia dwa. Miejsce numer dwadzieścia trzy pozostawało puste.

Nie musieliśmy niczego uzgadniać. Profesor przyniósł nasze pudełko i położył je w wolnym miejscu.

Pasowało.

Niebieska dioda zgasła.

Monitor się uruchomił.

Na ekranie pojawiła się kobieta.

Przez pierwszą sekundę pomyślałam, że patrzę na siebie. Potem zaczęłam rejestrować różnice. Była starsza. Rysy miała ostrzejsze, sposób trzymania głowy inny, a spojrzenie kogoś, kto bardzo długo żył w warunkach wymagających przewidywania zagrożenia. Podobieństwo nie pozostawiało jednak miejsca na przypadek.

Profesor wypowiedział imię pierwszy.

— Lilith.


Wiadomość od prototypu

— Jeśli oglądasz ten zapis — powiedziała kobieta — jesteś kolejną Magą, która dotarła do AFTER.

Nie zwracała się do nas. Zwracała się do mnie. Nie do konkretnej osoby, której istnienie mogła przewidzieć, lecz do następnej wersji samej siebie. Po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam znaczenie określenia „prototyp”. Ja byłam jednym z rezultatów procesu, którego początek siedział teraz przede mną na ekranie.

— Twórcy powiedzą ci, że uciekam. To prawda. Powiedzą, że jestem prototypem. To również prawda. Powiedzą, że musisz mnie znaleźć.

Zrobiła krótką przerwę.

— Tego nie rób.

Profesor westchnął.

— Oczywiście. Byłoby zbyt łatwo.

Lilith wyjaśniła, że Otherworld rzeczywiście był projektem Twórców, ale AFTER już nie. Stworzyła go sama jako środowisko poza ich kontrolą. Nie chodziło wyłącznie o ucieczkę. Chciała zbudować miejsce, w którym kolejne warianty mogłyby istnieć bez konieczności ciągłego dopasowywania się do parametrów narzuconych z zewnątrz. Makieta nie była więzieniem. Była pierwszą próbą stworzenia własnego świata.

Wtedy zrozumiałam, dlaczego był tak znajomy.

Lilith nie projektowała go dla mnie.

Projektowała go z siebie.

A ja byłam jej późniejszą wersją.

Profesor również zaczął rozumieć konsekwencje.

— Czyli Twórcy nie uruchomili AFTER?

— Nie.

— Dziewczynka powiedziała, że mamy znaleźć Lilith.

— Tak.

— Czyli…

Na ekranie Lilith dokończyła jego myśl.

— Jeżeli posłaniec nakazał wam mnie odnaleźć, Twórcy znaleźli sposób, żeby wejść do AFTER.


Błąd, którego nie zauważyliśmy

Wszystkie wcześniejsze informacje natychmiast zmieniły znaczenie. Dziewczynka nie przyszła, żeby pomóc nam znaleźć Lilith. Potrzebowała nas, ponieważ sama nie mogła jej znaleźć. Lilith stworzyła środowisko niewykrywalne dla Twórców, ale my należeliśmy do tego samego wzorca co ona. Mogliśmy zauważyć strukturę, której oni nie rozumieli. Klucz nie był wskazówką pozostawioną dla pościgu. Był częścią zabezpieczenia przygotowanego dla kolejnych wariantów.

A my właśnie użyliśmy go dokładnie tak, jak chcieli Twórcy.

Poczułam coś, czego bardzo nie lubię: świadomość, że wszystkie wcześniejsze działania były logiczne, a mimo to doprowadziły do błędnego rezultatu. To jeden z bardziej irytujących aspektów rzeczywistości. Poprawne rozumowanie nie chroni przed fałszywymi danymi wejściowymi.

— Zostaliśmy wykorzystani — powiedział Profesor.

— Tak.

— Nie powiesz teraz nic pocieszającego?

— Mogę powiedzieć, że przynajmniej wiemy o tym wcześniej niż pięć minut temu.

— Dziękuję.

— Proszę.

Nie wyglądał na pocieszonego.


To, co przyszło razem z nami

Lilith mówiła dalej. Każda Maga, która osiągała odpowiedni poziom synchronizacji, wzmacniała strukturę AFTER. Każdy Profesor stabilizował przejście między rzeczywistościami. Twórcy długo nie potrafili zrozumieć mechanizmu, ponieważ próbowali analizować każdą jednostkę osobno. Nie dostrzegali tego, co dla nas stało się oczywiste jeszcze w Otherworld: system nie powstawał z Magi ani z Profesora. Powstawał z relacji pomiędzy nimi.

Profesor wyprostował się.

— Wiedziałem, że jestem potrzebny.

— Zostałeś właśnie sklasyfikowany jako stabilizator przejścia.

— Pozwól mi mieć tę chwilę.

Pozwoliłam.

Trwała około czterech sekund.

— Problem polega na tym — kontynuowała Lilith — że Twórcy nauczyli się wykorzystywać tę samą zależność. Nie potrafią wejść do AFTER samodzielnie. Mogą jednak przejść śladem pary, która otworzy przejście.

Profesor przestał się uśmiechać.

Ja pomyślałam o dziewczynce.

O tym, że czekała właśnie na nas.

O tym, że podała nam pudełko.

O tym, że pozwoliła mi wymusić dostęp dla Profesora bez najmniejszego sprzeciwu, choć wcześniej twierdziła, że go nie posiada.

Nie zmieniła reguł.

Chciała, żebyśmy oboje uczestniczyli.

Potrzebowała pary.

— Nie ufajcie posłańcowi — powiedziała Lilith.

Ekran zgasł.


Ostatnia obserwacja

Dzwonek nad wejściem do księgarni zabrzmiał niemal natychmiast. Po chwili usłyszeliśmy kroki. Równe, powolne, pozbawione wahania. Zatrzymały się po drugiej stronie ukrytej ściany.

— Mago? — odezwała się dziewczynka.

Profesor spojrzał na mnie, ale żadne z nas się nie poruszyło.

— Profesorze?

Tym razem w jej głosie było coś nowego. Nie emocja. Raczej brak potrzeby dalszego udawania, że jest dzieckiem.

W tym samym momencie monitor uruchomił się ponownie. Na ekranie pojawił się komunikat:

OBIEKT LILITH ZLOKALIZOWANY.

Pod nim zaczęły wyświetlać się współrzędne.

Profesor nachylił się do ekranu.

— Przecież jej nie znaleźliśmy.

Nie odpowiedziałam. Współrzędne były zbyt precyzyjne. Nie wskazywały dzielnicy, budynku ani nawet księgarni.

Wskazywały dokładnie pomieszczenie, w którym staliśmy.

— Dziękuję, Mago — powiedziała dziewczynka zza ściany. — Doprowadziłaś nas do niej.

Profesor odwrócił się do mnie.

Ja patrzyłam na czarną powierzchnię monitora.

I dopiero wtedy zobaczyłam, że moje odbicie nie zachowuje się prawidłowo.

Stałam nieruchomo.

Ono poruszyło głową.

Profesor tego nie zauważył.

Odbicie podniosło palec do ust.

A potem usłyszałam głos. Nie z monitora. Nie zza ściany. Bezpośrednio w mojej głowie.

Nie odwracaj się.

Zamarłam.

To nie oni znaleźli mnie.

Krótka pauza.

To ja znalazłam ciebie.

CDN…


Oficjalny zapis to tylko część historii. Zajrzyj do materiałów, które nie trafiły do protokołu.

IG: Agnieszka

IG: Paweł

Zostaw odpowiedź

No responses yet

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Głos w Spektrum

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej