Ciało, które przestaje być sprzymierzeńcem
To nie zaczyna się od liczenia kalorii.
Nie zaczyna się od diet, luster ani fit influencerów.
Czasem zaczyna się… od chaosu.
Od bólu emocji, których nie da się uporządkować.
Od świata, który nie słucha.
I od ciała – które przestaje być bezpiecznym miejscem.
Zaburzenia odżywiania u osób w spektrum wyglądają inaczej.
Nie zawsze chodzi o sylwetkę.
Czasem chodzi o władzę nad czymkolwiek.
O jedyną rzecz, nad którą mam pełną kontrolę: to, czy zjem.
Kiedy niejedzenie daje poczucie siły
Jako nastolatka nie jadłam wcale.
Nie dlatego, że chciałam być szczupła.
Tylko dlatego, że wtedy przynajmniej coś ode mnie zależało.
W świecie, gdzie wszystko mnie przytłaczało – decyzja o tym, by nie jeść, była moją prywatną twierdzą.
Mogłam odmówić. Mogłam „przewidzieć” coś, czego inni nie mogli mi odebrać.
Mogłam czuć pustkę w żołądku – zamiast pustki w głowie.
I ta pustka stawała się… znajoma. Bezpieczna.
Uczyłam się żyć z głodem jak z sojusznikiem.
Bo przynajmniej wiedziałam, co czuję.
Kiedy jedzenie znika, ale nikt nie zauważa
Nie jestem osobą, która „je za dużo”.
Raczej przeciwnie – jem mało. Albo wcale.
Zdarza się, że przez pół dnia nie przypomnę sobie o jedzeniu.
Zdarza się, że ciało się buntuje – ale głowa mówi „później”.
A potem… już nie.
Gdy czuję się najgorzej – nie jem wcale.
Bo ciało staje się wtedy zbyt głośne.
Bo jedzenie to kontakt ze sobą, a ja chcę uciec.
Albo ukarać się. Albo zniknąć.
Każdy kilogram za dużo boli
Czuję się najlepiej, kiedy ważę mało.
Nie „trochę mniej”, tylko mało.
Każdy dodatkowy kilogram jest jak ciężar, który nie pozwala mi oddychać.
Widzę go, czuję go, nienawidzę go.
Nie chodzi tylko o wygląd.
Chodzi o to, że mniej znaczy „lżej”.
Mniej znaczy „mniej widoczna”.
Mniej znaczy „bardziej pod kontrolą”.
Gdy przybieram na wadze – czuję obrzydzenie.
Do ciała. Do siebie.
Czasem nie mogę na siebie patrzeć.
Czasem karzę się głodówką. Milczeniem. Odcięciem.
Spektrum, które wszystko komplikuje
Zmysły. Smaki. Tekstury.
To wszystko już samo w sobie jest trudne.
Ale z czasem to nie tylko sensoryka – to całe życie wokół jedzenia, które przestaje mieć sens.
Jedzenie, które boli.
Jedzenie, które przypomina, że ciało czegoś chce – a ja nie chcę czuć.
To nie jest anoreksja z podręcznika.
To jest autystyczna wersja głodu – zamrożona, ukryta, niezauważona.
To jest cisza, w której znikam.
Bo niejedzenie to nie tylko kontrola.
To też nieistnienie.
Z ciałem na nowo
Nie mam gotowego rozwiązania.
Nie mam historii o cudownym uzdrowieniu.
Wiem tylko, że powrót do ciała to proces.
Że nie chodzi o zaakceptowanie go w instagramowym sensie.
Tylko o to, by przestać się na nie złościć.
Uczę się jeść nie dlatego, że „trzeba”.
Tylko dlatego, że może już nie chcę siebie karać.
Że może zasługuję na troskę.
I na ciało, które nie musi być cieniem.
Przeczytaj także – o ciele, jedzeniu i trosce
Anoreksja i autyzm: czy istnieje powiązanie?
Odkładanie jedzenia, wizyty w toalecie i spania
A Ty – co czuje Twoje ciało?
Czy miałaś/miałeś momenty, w których jedzenie przestało mieć sens?
Czy kontrola nad jedzeniem dawała Ci złudzenie spokoju albo siły?
Podziel się – Twoja historia może być dla kogoś początkiem zmiany.
„Ciało, które nie należy do mnie” – o znikaniu z siebie i powrotach
Czasem ciało staje się zbyt głośne. Czasem – znika.
Jutrzejszy tekst opowiada o momentach, kiedy nie czujesz siebie, bo emocje, bodźce i świat to już zbyt wiele.
O dysocjacji i depersonalizacji, które mają chronić – ale też potrafią ranić.
I o powolnym uczeniu się, jak wracać do siebie – z czułością, uważnością i łagodnością.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź