Z zewnątrz to wygląda jak nic
Nie spóźniłam się.
Nie zapomniałam.
Nie wybuchłam płaczem ani złością.
Nie zawaliłam.
Zrobiłam to, co trzeba.
I nikt nie widzi, że zanim wyszłam z domu, byłam pięć razy w łazience.
Że przećwiczyłam rozmowę w głowie, a potem raz jeszcze przed lustrem.
Że milczenie to nie obojętność, tylko próba nie rozpłynięcia się z napięcia.
Zrobiłam to.
Ale koszt był ogromny.
Ludzie widzą efekt. A nie to, co kosztowało dojście do niego
Nie lubię mówić, że coś było trudne.
Bo wtedy słyszę: „Ale przecież dobrze Ci poszło”.
Jakby efekt unieważniał wysiłek.
Ale to właśnie efekt jest dla mnie najgorszy.
Bo zamyka rozmowę.
Zabiera mi prawo do powiedzenia: „to było naprawdę ciężkie”.
Bo skoro wygląda na łatwe, to pewnie było łatwe.
Nie było.
Jestem zmęczona tłumaczeniem się
Zmęczona wyjaśnianiem, że się staram.
Że nie ignoruję wiadomości – tylko boję się odpisać.
Że nie odwołuję spotkania z braku szacunku – tylko z potrzeby przetrwania.
Że nie jestem niezaangażowana – tylko przeciążona.
Zmęczona słowami:
– „To przecież tylko mail.”
– „To nie powinno być aż takie trudne.”
– „Przesadzasz.”
Zmęczona obroną tego, czego inni nawet nie próbują zrozumieć.
W spektrum wszystko jest trudniejsze – nawet jeśli tego nie widać
Nie mam tabliczki z napisem: „uwaga, przeciążenie”.
Nie mam miernika energii, który pokazuje, ile mi jeszcze zostało.
Nie mam znaku STOP, który inni by respektowali.
Wszystko muszę mówić.
A nie zawsze umiem.
Bo kiedy już jestem przeciążona – najpierw milknie ciało. Potem głos. Potem myśli.
I właśnie wtedy najczęściej słyszę: „Czemu się nie odzywasz?”
Nie chcę już nikomu niczego udowadniać
Nie chcę już prowadzić tajnych negocjacji ze światem.
Nie chcę się tłumaczyć z każdej decyzji.
Nie chcę się usprawiedliwiać za każdą przerwę, ciszę, zmianę planu.
Chcę żyć w zgodzie z tym, co dla mnie możliwe.
Nie z tym, co uznawane za „normalne”.
I jeśli ktoś chce odejść – nie zatrzymam.
Ale jeśli ktoś chce zrozumieć – zostanę.
Wystarczająco się staram. Już nie muszę o tym mówić głośno
Nie muszę już udowadniać, że się staram.
Każdy mój dzień to wysiłek.
Każda rozmowa to wybór, by być blisko – mimo lęku.
Każde „nie dam rady” to akt odwagi, nie słabości.
Nie chcę już walczyć o to, by ktoś uwierzył, że naprawdę się staram.
Bo ja wiem, że się staram.
I to wystarczy.
Jeśli ktoś nie widzi, ile Cię to kosztuje – pokaż mu to słowami innych
Osoby autystyczne uważają kamuflaż społeczny za wyczerpujący
Meltdown i shutdown jako konsekwencja przeciążenia sensorycznego u osób w spektrum autyzmu
Dlaczego nie potrafię działać pod presją? O paraliżu, który włącza się, gdy ktoś patrzy albo czeka
Czy Ty też czujesz, że musisz się tłumaczyć za swoje granice?
Jak często spotykasz się z niezrozumieniem, kiedy odwołujesz spotkanie, nie odpisujesz od razu, nie masz siły?
Czy ludzie w Twoim otoczeniu widzą, ile Cię to wszystko kosztuje?
Nie musiała mnie rozumieć. Wystarczyło, że była.
Koty nie wymagają słów.
Nie pytają, nie oczekują, nie każą się tłumaczyć.
Tibi była pierwszą ciszą, która mnie rozumiała.
Lilith jest moją codzienną lekcją obecności.
Obie widziały mnie bez masek – i obie przypominają, że osoby w spektrum też kochają głęboko. Cicho. Prawdziwie.
Jutrzejszy , osobisty wpis – o miłości, żałobie i o tym, że jesteśmy bardziej podobni do kotów, niż się wydaje.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź