Raport terenowy kosmity, który nadal nie ogarnia ziemskiej wersji „normalności”.
Cichutki kosmita
uśmiecha się z grzeczności —
to błąd systemowy.
Czasem mam wrażenie, że na Ziemi obowiązuje jakiś sekretny podręcznik, którego nikt mi nie wręczył. Jakiś międzygatunkowy „manual”, w którym zapisano, kiedy trzeba się uśmiechnąć, choć wcale się nie chce, a kiedy wypada udawać, że wszystko jest świetnie, mimo że wewnętrznie mam ochotę wylogować się z życia i wrócić na moją macierzystą planetę.
Bo tak, drogi Statku Matko — jestem pewna, że jestem tu na misji terenowej.
Tylko czasem kompletnie nie wiem, jakiej.
Ludzie mówią rzeczy, których nie mówią
Na przykład słynne „czuj się jak u siebie”.
Nie, nie czuję się.
Ani trochę.
Albo „musimy się kiedyś spotkać”, co w słowniku Ziemian oznacza mniej więcej: nigdy, pod warunkiem że nie przypomnisz mi o tym wiadomością.
Czy jest gdzieś dostępny słownik w wersji PDF?
Mogę dosłać własne uwagi na marginesie.
A może to ja mam inne oprogramowanie?
Niekiedy podejrzewam, że na mojej planecie odbyła się aktualizacja systemu, której nie pobrałam. Może coś kliknęłam nie tak? Może trzeba było wybrać opcję komunikacja społeczna 2.0, a ja zaznaczyłam tryb oszczędzania energii?
I teraz żyję tak: analizując każde słowo, każdą minę, każdy przecinek między „to nic” a faktycznym „to jednak coś”.
Czuję się jak kosmita z limitowanym pakietem danych, próbujący ogarnąć świat, w którym ludzie komunikują się głównie… no właśnie, pomiędzy słowami.
Wysyłam więc do Was, Statku Matko, raport z powierzchni planety
– Ludzie pytają „co u ciebie?”, ale zwykle oczekują odpowiedzi krótszej niż pół prawdy.
– Czasami śmieją się, gdy jest im źle, i milkną, kiedy najbardziej potrzebują mówić.
– Żyją w hałasie, a potem mówią, że „odpoczywają przy muzyce”.
– Dotykają się ciągle przypadkowo, zamiast traktować to jako alert o zagrożeniu biologicznym.
– Upierają się, że small talk jest naturalny.
– Twierdzą, że spontaniczność jest „fajna”. (Tu musiałam zrobić przerwę na śmiech.)
Podsumowanie dzisiejszej misji
Próbuję, naprawdę próbuję.
Staram się nie ujawniać, że po każdej interakcji społecznej potrzebuję małej medytacji, wyciszenia albo przynajmniej powrotu astralnego na chwilę do domu, gdzie nikt nie oczekuje, że będę interpretować czyjeś brwi.
Ale jest też dobra wiadomość: czasami spotykam ludzi, którzy nie wymagają, żebym znała ten niewidzialny podręcznik. Ludzi, którzy nie oczekują teatru, maskowania i aktorskich umiejętności. Ludzi, przy których ta ziemska misja staje się… znośna.
Reszcie nadal wysyłam pozdrowienia z placu boju.
A Tobie, drogi Statku Matko — dziękuję za nieustanny roaming kosmiczny.
Jeśli masz jednak instrukcję obsługi Ziemian w wersji rozszerzonej, chętnie zaktualizuję system.
Albo przynajmniej zrestartuję go po cichu w bezpiecznym trybie.
CDN — bo raportów z tej planety nigdy za wiele.


Zostaw odpowiedź