dlaczego nie odpisuję-neuroatypowość i odpoczynek-potrzeba samotności-prawo do niedostępności-przeciążenie sensoryczne w spektrum-spektrum autyzmu a cisza-ulga w braku reakcji
Johann Strauss, Jr. – Roses from the South

Chwile ciszy, które przychodzą same

To przychodzi nagle.

Jak powiew wiatru w dusznym pokoju.

Siedzę. I nagle zauważam, że… nie muszę. Nie teraz, nie zaraz, nie w ogóle.

Telefon milczy. Skrzynka nie dźwięczy. Żaden plan nie upomina się o moją uwagę.

I wtedy w środku robi się cicho. Nie w uszach – w ciele.

Jakby moje nerwy przestały się napinać przy każdym potencjalnym „muszę zareagować”.

Nie muszę nic.

Nikt niczego nie chce.

I to jest moment, w którym czuję, że naprawdę istnieję.


Wewnętrzny strażnik odpoczywa

Na co dzień jest we mnie ktoś – taki cichy, ale czujny.

Sprawdza: „Czy kogoś nie zaniedbałam?”, „Czy wszystko dobrze brzmi?”, „Czy nie powinnam już…?”.

To strażnik reakcji.

Strażnik odpowiedzialności.

Strażnik relacji.

I nawet kiedy zewnętrznie nic się nie dzieje – on nadal jest na posterunku.

Ale czasem… zasypia.

Znika na moment.

I wtedy moje myśli stają się wolne.

Nieprzywiązane do niczyich potrzeb.

Niepoganiane przez oczekiwania.


Niewidzialne obciążenie, które zdejmuje się powoli

Bycie w świecie, wśród ludzi – nawet tych bliskich – bywa jak noszenie kurtki z ołowiu.

Ciągle się waży, jak coś zabrzmi.

Czy to nie za późno, nie za wcześnie, nie za mało uprzejmie.

Czy ktoś się nie obrazi.

Czy się zrozumiemy.

Czy się nie zagubię w niuansach.

Tego nikt nie widzi.

Ale moje ciało to czuje.

Moje ciało i umysł żyją w trybie „przygotuj się, może zaraz trzeba będzie zareagować”.

Dlatego te chwile, kiedy nikt nic nie chce… są jak zdjęcie tej kurtki.

I nagle czuję, że można się wyprostować.

Choćby na chwilę.


Niedostępność, która nie oznacza odrzucenia

Nie chcę być zawsze dostępna.

Nie dlatego, że nie kocham. Nie dlatego, że nie dbam.

Ale dlatego, że jestem człowiekiem z ograniczoną ilością „reakcji na zewnątrz”.

Nie chcę żyć na czuwaniu. Nie chcę być czujką do końca życia.

Czasem po prostu nie mam już siły wchodzić w świat innych.

Muszę najpierw wrócić do siebie.

Zebrać się w garść.

Albo się po prostu rozpaść – bez widowni.

To nie jest egoizm.

To mój sposób na przetrwanie.


Najpiękniejszy moment dnia

W moim świecie najpiękniejszy moment to ten, gdy nikt nie patrzy i nikt niczego nie chce.

Siedzę w piżamie o godzinie, o której „powinnam” być już ogarnięta.

Mam niedopitą kawę, kota na poduszce, światło przygaszone.

I tę wolność w sobie, której nikt nie zakłóca pytaniem, oceną, spojrzeniem.

To nie jest spektakularne.

To nie jest instagramowe.

Ale to jest moje.

I wiem, że właśnie wtedy naprawdę jestem – nie w działaniu, nie w reakcji, nie w powinności.

Tylko w ciszy, która mnie nie ocenia.


Miękka granica, którą wybieram świadomie

Nie chcę już być zawsze pierwsza do odpowiadania.

Nie chcę zawsze wiedzieć, co powiedzieć.

Nie chcę żyć na zasadzie „jak nie odpowiem, to zawiodę”.

Chcę miękkiej granicy.

Takiej, która pozwala mi wracać wtedy, kiedy mogę – a nie wtedy, kiedy ktoś mnie potrzebuje.

Bo nauczyłam się, że tylko z tej przestrzeni czułości dla siebie mogę naprawdę dawać coś innym.

Bez wypalenia. Bez żalu. Bez poczucia winy.


Jestem, nawet kiedy milczę

Dobrze się czuję, kiedy nikt niczego ode mnie nie chce.

Bo wtedy przypominam sobie, że jestem coś warta także wtedy, gdy nie robię nic „użytecznego”.

Kiedy nie daję, nie odpowiadam, nie tłumaczę się.

Kiedy po prostu jestem.

I może właśnie to najtrudniejsze – uznać, że obecność bez reakcji też jest obecnością.

Że cisza to nie zniknięcie.

Że „nie teraz” to nie „nigdy”.

I że mam prawo do tej przestrzeni, w której nie jestem funkcją dla świata – tylko człowiekiem.


Polecane do poczytania – jeśli też potrzebujesz chwili ciszy

Samotność w odpowiedniej dawce może mieć terapeutyczną moc. Rozmowa z dr Joanną Heidtman, psycholożką

Neuroróżnorodność to nie wada, a potencjał. Na czym polega?

Nie umiem odpoczywać przy innych. O samotności, która daje ulgę

Zmieniam się, gdy jestem sama. O tym, kim się stajemy, kiedy nikt nie patrzy


A Ty? Jak wygląda Twoja cisza?

Czy też masz takie momenty, w których czujesz ulgę tylko dlatego, że nikt niczego od Ciebie nie chce? Co wtedy robisz – i jak długo ten spokój trwa?


Nie mogę spać, kiedy coś mnie czeka. A przecież nic jeszcze się nie wydarzyło…

Moje ciało chce odpocząć, ale umysł nie zna pauzy.

Zamiast zasnąć, analizuję. Przewiduję. Symuluję.

Jutrzejszy wpis jest o czuwaniu przed ważnym dniem, o napięciu, które nie mija, i o tym, że dla wielu osób w spektrum sen nie jest oczywistością.

Tylko kolejnym polem minowym do przejścia.

Kontakt:

Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com

Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com

Instagram

aga_aspergerka_w_sieci

pflegel.psycholog

Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum

Zostaw odpowiedź

No responses yet

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Głos w Spektrum

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej