Zawsze byłam o krok za… ale nie z lenistwa
Nie dlatego, że mi się nie chciało.
Nie dlatego, że nie próbowałam.
Nie dlatego, że nie miałam ambicji.
Byłam o krok za, bo świat biegł szybciej niż moje ciało, moje emocje, mój system nerwowy.
Bo zanim zdążyłam złapać oddech, wszyscy byli już w połowie kolejnego etapu.
Bo dla mnie „zaczynam” znaczyło tyle, co dla innych „kończę i ruszam dalej”.
Nadganianie to moja zmora – i mój ból
Nadganiałam wszystko.
Odpowiedzi na wiadomości.
Zadania.
Społeczne rytuały.
Nastroje innych.
Ale nikt nie widział, ile mnie to kosztuje.
Że „nadążanie” oznaczało rezygnację z jedzenia, z odpoczynku, z siebie.
Że w głowie miałam nieustanne:
– „Musisz szybciej.”
– „Nie wypada tyle myśleć.”
– „Weź się w garść.”
Nadganiałam, aż zaczęłam się bać zatrzymać.
Bo zatrzymanie oznaczało odpadnięcie.
Zapomnienie.
Zniknięcie.
Aż w końcu przestałam próbować
Nie ze złości.
Nie z przekory.
Z miłości – do siebie.
Bo już nie miałam siły grać w grę, której zasady nigdy nie były dla mnie.
Bo w tej grze szybcy wygrywają – a wrażliwi zostają w tyle, z sercem poobijanym od środka.
I może jestem gdzieś indziej.
Może robię mniej.
Ale to ja decyduję o tempie.
O trasie.
O tym, gdzie się zatrzymam.
W spektrum inne tempo to nie wybór – to warunek życia
Mój układ nerwowy inaczej przetwarza bodźce.
Mój mózg potrzebuje więcej czasu, by coś zrozumieć, przeżyć, przetrawić.
Nie jestem powolna.
Jestem głęboka.
I głęboko przetwarzam wszystko, co mnie dotyka.
Kiedy świat oczekuje szybkości, ja potrzebuję przestrzeni.
Kiedy świat mówi „zrób to teraz”, ja pytam: „czy mogę to zrobić w swoim czasie?”.
I nie, nie jestem gorsza.
Po prostu – inna.
Zgoda na swoje tempo to nie rezygnacja – to wyzwolenie
Nie żyję po to, by nadążać.
Nie jestem aplikacją do śledzenia postępów.
Nie muszę działać jak inni, żeby moje życie było warte przeżycia.
Zgoda na swoje tempo to nie przegrana.
To wybór.
To akt czułości wobec siebie.
Bo życie to nie wyścig.
A ja już nie chcę się ścigać.
Może nie nadążam. Ale jestem. Cała. W swoim rytmie. I to wystarczy.
Moje życie nie dzieje się w tempie „zrób wszystko jak najszybciej”.
Moje życie dzieje się w rytmie ciszy, przerw, zawahań.
W rytmie „poczekaj, aż będę gotowa”.
I jeśli ktoś nie potrafi tego uszanować – to nie znaczy, że jestem niewystarczająca.
To znaczy, że nie jesteśmy zsynchronizowani.
A ja wybieram siebie.
Nie nadążam – i nie chcę już próbować.
I w tym jest moja wolność.
Jeśli świat biegnie za szybko – przeczytaj, że nie jesteś sam/a
Ulecz się z choroby niedoczasu – jak żyć w rytmie slow?
Slow Life – wybierz życie bez stresu
Nie chcę już nikogo przekonywać, że naprawdę się staram. O zmęczeniu tłumaczeniem się
Czy też czujesz, że próbujesz nadążyć za czymś, co nigdy nie było dla Ciebie?
Czy masz poczucie, że świat jest za szybki? Że robisz wszystko wolniej niż „trzeba”?
Jak sobie z tym radzisz?
Czy udało Ci się kiedyś zatrzymać – i nie czuć z tego powodu winy?
Cisza nie zawsze znaczy brak. Czasem znaczy: „jestem, tylko chronię się”.
Nie każdy, kto milczy, ucieka.
Nie każdy, kto milczy, odrzuca.
Cisza to czasem jedyne, co możemy dać światu, kiedy mamy zbyt wiele w sobie.
Jutrzejszy wpis – o tym, że milczenie może być formą obecności, troski i szacunku do samego siebie.
I że nie trzeba mówić, by naprawdę być.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź