O wchodzeniu w nowy rok bez naprawiania siebie i bez udawania, że jest łatwo
Nowy rok — ciszej.
Nie idę szybciej niż mogę.
Zostaję. Oddycham.
Nowy rok przychodzi za głośno
Nowy rok ma w zwyczaju wchodzić bez pukania.
Z hałasem postanowień, podsumowań, list celów i oczekiwań, że „teraz to już naprawdę”.
Jakby każdy kolejny styczeń był testem z bycia wystarczającą.
Patrzę na to z dystansu.
Nie dlatego, że mi nie zależy — tylko dlatego, że mój układ nerwowy nie znosi fajerwerków.
Nie tych na niebie.
I nie tych w głowie.
Nowy rok nie jest dla mnie sygnałem do sprintu.
Jest raczej chwilą, w której sprawdzam, czy jeszcze jestem przy sobie.
Nie chcę się naprawiać
Nie wchodzę w ten rok z obietnicą, że będę lepszą wersją siebie.
Nie chcę być bardziej wydajna, bardziej odporna, mniej wrażliwa.
Nie chcę poprawiać czegoś, co nigdy nie było zepsute — tylko zbyt długo niedopasowane.
Nie planuję się „ogarniać”.
Nie planuję się hartować.
Nie planuję zmieniać swojej struktury, żeby było innym wygodniej.
W tym roku nie stawiam sobie za cel bycia silną.
Stawiam sobie za cel bycie prawdziwą.
Zostaję przy sobie
Jeśli coś deklaruję na ten rok, to bardzo skromnie.
Zostaję przy sobie — nawet wtedy, gdy będzie niewygodnie.
Zwłaszcza wtedy.
Zostaję przy:
– swoich rytuałach,
– potrzebie ciszy,
– wolniejszym tempie,
– dniach, w których świat będzie za głośny,
– momentach wycofania, które nie są porażką, tylko regulacją.
Nie będę już od siebie wymagać, bym funkcjonowała ponad możliwości.
Nie będę negocjować z własnym zmęczeniem.
Nie będę udawać, że „nic się nie dzieje”, gdy dzieje się za dużo.
Cisza nie jest cofnięciem
W nowym roku chcę pamiętać, że cisza nie oznacza regresu.
Że wycofanie nie jest kapitulacją.
Że odpoczynek nie musi być zasłużony.
Czasem jedynym rozsądnym ruchem jest zatrzymanie się.
Czasem najlepszą decyzją jest nie podejmować żadnej.
Czasem największą troską jest pozwolić sobie na mniej.
Nie chcę już mierzyć swojego życia cudzymi miarami.
Nie chcę liczyć postępów tam, gdzie potrzebne jest ukojenie.
Na początek — wystarczy przetrwać
Jeśli zaczynasz ten rok zmęczona/y — to nie znaczy, że robisz coś źle.
To znaczy, że długo było trudno.
Nie musisz wiedzieć, dokąd zmierzasz.
Nie musisz mieć planu.
Nie musisz niczego udowadniać pierwszego stycznia.
Wystarczy, że jesteś.
Wystarczy, że oddychasz.
Wystarczy, że dziś nie znikasz.
Reszta może poczekać.


Zostaw odpowiedź