Kobieta częściowo ukryta za mroczną maską przypominającą głowę kruka – symbol winy i nieuchronnych konsekwencji w The Fall of the House of Usher
analiza serialu Flanagana-Bez kategorii-dziedziczenie traumy-Edgar Allan Poe-Fortunato-gotycki horror-psychological horror-Madeline Usher-moralność w horrorze-odpowiedzialność międzypokoleniowa-psychologia rodziny-Roderick Usher-rodzina Usherów-The Fall of the House of Usher 2023-The Fall of the House of Usher analiza-Verna-W mrocznym kinie The Fall of the House of Usher-władza i pieniądze-Zagłada domu Usherów Mike Flanagan

O tym, ile kosztuje życie, kiedy rachunek zawsze płaci ktoś inny

Dom zbudowany z win. 
Dług przechodzi na następnych.
Kruk czeka na kres.

Nie każdy dom rozpada się od starości

After Haunted house on the hill i Nawiedzonym dworze w Bly Mike Flanagan po raz kolejny opowiada o domu pełnym duchów. Tym razem jednak dom nie jest przede wszystkim budynkiem. Jest nazwiskiem.

Usher.

The Fall of the House of Usher z 2023 roku czerpie z twórczości Edgara Allana Poego znacznie szerzej, niż sugeruje tytuł. Flanagan bierze jego opowiadania, wiersze, nazwiska, symbole i sposoby umierania, a następnie układa z nich współczesną historię rodziny stojącej na szczycie farmaceutycznego imperium Fortunato. Roderick Usher ma pieniądze, władzę i sześcioro dzieci. Ma również coś, czego przez większość życia starał się nie zauważać: rachunek.

Bo dzieci Rodericka zaczynają umierać.

Jedno po drugim.

Każda śmierć jest makabryczna, teatralna i nawiązująca do innego utworu Poego. Można oglądać serial jak intelektualną zabawę i rozpoznawać Maskę Czerwonego Moru, Czarnego kota, Zdradzieckie serce, Studnię i wahadło czy Kruka. Można również potraktować go jak historię o rodzinnej klątwie.

Tylko że najbardziej przerażająca rzecz w domu Usherów nie jest nadprzyrodzona.

Jest nią zdolność człowieka do oddzielenia własnego dobrobytu od ceny, którą zapłacili za niego inni.

Roderick przez lata może patrzeć na ogrom swojego imperium i widzieć sukces. Może mówić o lekach, biznesie, odpowiedzialności, rynku i wyborach konsumentów. Może budować kolejne warstwy języka oddzielającego go od ludzi, których życie zostało zniszczone.

A potem pojawia się Verna.

Nie po to, żeby nauczyć go moralności.

Na to jest już za późno.

Przychodzi wystawić rachunek.


Paweł: Najłatwiej żyć z krzywdą, której nie trzeba oglądać

Kto nie chce żyć wiecznie? A gdy to nie jest możliwe niektórzy próbują wypełnić dane sobie życie bogactwem i władzą.

Dlatego gdy pojawi się taka możliwość w miejscu, które istnieje poza czasem i przestrzenią gotowi są zawrzeć chociażby pakt z diabłem, aby osiągnąć upragnione sukcesy.

Bez wahania skłonni są zapłacić za to życiem innych, nawet najbliższych sobie osób. Kładą na szali ich przeznaczenie. I żyją wśród spadających ciał.

Zostają na zawsze w mocy demonów, które będą cierpliwie, całymi latami czekać na swoją nagrodę.

A koniec i tak jest nieuchronny i zaskakujący. Życie przepełnione luksusem mija niespodziewanie szybko.

Raz, dwa, trzy i nagle złowieszcza obecność domaga się zapłaty.

Wszelkie osiągnięcia i dobra nie mają już żadnego znaczenia. Zostaje puste imperium, które się rozpada.

Kruk krąży nad grobami.

„Marność nad marnościami i wszystko marność”.


Agnieszka: Najbardziej przerażające jest to, że Roderick wie

W horrorach często szukam momentu, w którym potwór przestaje być dla mnie najważniejszy.

Tutaj nastąpiło to bardzo szybko.

Verna mnie nie przeraża.

Wręcz przeciwnie. Im dłużej oglądam The Fall of the House of Usher, tym mniej postrzegam ją jako antagonistkę. Nie dlatego, że jest dobra. Próba wpisania jej w prosty podział dobro–zło chyba w ogóle nie ma sensu. Jest raczej konsekwencją. Granicą, której przez lata nie było w świecie Usherów. Kimś, przed kim nie działa nazwisko, prawnik, pieniądze, szantaż ani PR.

Roderick nie może jej kupić.

I nagle człowiek, który całe życie potrafił zmieniać rzeczywistość za pomocą pieniędzy, staje wobec czegoś, czego nie da się negocjować.

Ale nie to jest dla mnie najciekawsze.

Najbardziej przeraża mnie Roderick.

Nie dlatego, że jest bezwzględny.

Dlatego, że rozumie.

To bardzo istotna różnica.

Znacznie łatwiej patrzeć na człowieka czyniącego zło, jeśli możemy założyć, że czegoś nie wiedział, nie rozumiał konsekwencji albo naprawdę wierzył, że postępuje właściwie. Roderick stopniowo odbiera nam ten komfort. Wie, co zrobił. Wie, na czym zbudował swoją pozycję. Wie, ilu ludzi ucierpiało. Potrafi o tym mówić.

A jednak przez dziesięciolecia żyje dalej.

I to prowadzi mnie do pytania znacznie ciekawszego niż „czy Roderick Usher jest złym człowiekiem?”.

Ile jesteśmy w stanie wiedzieć o konsekwencjach własnych działań i nadal niczego nie zmienić?

Bo wiedza i odpowiedzialność nie są tym samym.

Można wiedzieć.

Można nawet rozumieć.

Można przyznać, że coś jest złe.

A następnego dnia zrobić dokładnie to samo, ponieważ zmiana oznaczałaby rezygnację z czegoś, co nam służy.

Flanagan pokazuje to również w sposób, który bardzo lubię: poprzez rodzinę. Usherowie mają wszystko, co z zewnątrz mogłoby wyglądać jak bezpieczeństwo. Pieniądze eliminują większość codziennych ograniczeń. Każde z dzieci może realizować własne pomysły. Nikt nie musi martwić się o czynsz, rachunki ani to, czy wystarczy do pierwszego.

A jednak trudno nazwać ich wolnymi.

Pieniądze nie są prezentem.

Są smyczą.

Roderick finansuje dzieci, ale jednocześnie tworzy świat, w którym ich poczucie wartości jest związane z jego aprobatą i rodzinnym nazwiskiem. Miłość miesza się z rywalizacją. Bliskość z transakcją. Sukces jednego dziecka oznacza zagrożenie dla pozostałych. Każde próbuje udowodnić, że zasługuje na miejsce przy stole.

To nie jest rodzina, która posiada fortunę.

To fortuna posiada rodzinę.

I dlatego kolejne śmierci nie są dla mnie wyłącznie karami wymierzanymi bohaterom za ich grzechy. Byłoby to zbyt proste. Dzieci Usherów są jednocześnie uprzywilejowane i ukształtowane przez środowisko, które stworzył ich ojciec. Nie zwalnia ich to z odpowiedzialności. Ale odpowiedzialność nie wymaga udawania, że człowiek powstaje w próżni.

Najbardziej widać to chyba przy Fredericku. Jego okrucieństwo jest jego odpowiedzialnością. Nie zamierzam go usprawiedliwiać historią rodzinną. Jednocześnie Flanagan pokazuje, jak przemoc, kontrola, upokorzenie i potrzeba dominacji potrafią przenikać przez kolejne poziomy systemu. Ktoś, kto przez lata funkcjonuje w świecie, gdzie człowieka ocenia się przez władzę, może później próbować odzyskać własne poczucie siły dokładnie w ten sam sposób — odbierając ją komuś słabszemu.

I tutaj wracam do Rodericka.

Bo można przekazać dzieciom ogromny majątek i jednocześnie nie dać im prawie niczego, na czym można bezpiecznie zbudować siebie.

Można zostawić domy, firmy, konta, nazwisko.

A nie zostawić miejsca, w którym człowiek czuje, że jest wystarczający bez tego wszystkiego.

Dlatego tytułowy upadek domu Usherów rozumiem podwójnie.

Upada ród.

Ale wcześniej, przez wiele lat, rozpadało się coś znacznie mniej widowiskowego.

Relationships.

Granice.

Empatia.

Zdolność zobaczenia drugiego człowieka jako kogoś więcej niż środka do osiągnięcia własnego celu.

I jest jeszcze jedna rzecz, która nie daje mi spokoju.

Układ.

Roderick i Madeline podejmują decyzję, której konsekwencje poniosą ich potomkowie. Dostają własne życie, władzę i sukces, wiedząc, że cena zostanie pobrana później.

To wyjątkowo brutalna metafora międzypokoleniowa.

My bierzemy korzyść. Ktoś po nas zapłaci.

Trudno mi patrzeć na to wyłącznie jak na fantastyczny kontrakt z tajemniczą kobietą. Robimy przecież podobne rzeczy bez Verny. Rodziny przekazują dalej swoje niewypowiedziane traumy. Firmy przerzucają koszty decyzji na ludzi, których zarządzający nigdy nie zobaczą. Społeczeństwa korzystają z rozwiązań, których konsekwencje pojawią się za kilkadziesiąt lat. Bardzo łatwo zaakceptować cenę, jeśli wiemy, że nie zostanie pobrana z naszego konta.

I może właśnie dlatego finał tej historii nie daje mi satysfakcji charakterystycznej dla opowieści o karze.

Dzieci umierają.

Imperium się kończy.

Roderick płaci.

Tylko że ludzie skrzywdzeni przez Fortunato nie odzyskują życia.

Nie istnieje kosmiczny bilans, w którym odpowiednia ilość cierpienia sprawcy naprawia cierpienie ofiary.

Kara nie cofa krzywdy.

I to jest dla mnie najciemniejsza rzecz w całym serialu.

Nie Verna.

Nie śmierć.

Nie rozkładający się dom.

Tylko świadomość, że niektórych rachunków nie da się już naprawdę wyrównać.

Można jedynie zdecydować, czy będziemy nadal dopisywać do nich kolejne pozycje.


THE MOVIE IS OVER. WE HAVEN'T YET.

Go deeper. Files, Post-Screening Conversations, Projection Room and Room 13 They are waiting on the other side.

IG: Agnieszka

IG: Paweł

Dodaj komentarz

No responses yet

Dodaj komentarz

PLEN

Discover more of Głos w Spektrum

Subscribe now to read on and access the full archive.

READ MORE