Kiedy „dobre” nie wystarcza
Czasem poprawiam jedno zdanie dziesięć razy. Wracam do niego, analizuję rytm, słowa, sens, przecinki. A potem… usuwam wszystko i zaczynam od nowa. Nie dlatego, że było źle.
Dlatego, że mogłoby być lepiej. A jeśli mogłoby – to znaczy, że musi.
Perfekcjonizm u mnie nie wygląda jak uporządkowane życie i idealnie zorganizowany dzień.
Perfekcjonizm to wewnętrzny głos, który mówi: „Jeszcze nie. Jeszcze nie jesteś gotowa. Jeszcze nie zasługujesz.”
I tak samo jak nie publikuję tekstu, dopóki nie będzie „idealny”, tak samo nie dzwonię do nikogo, nie wysyłam CV, nie umawiam się na spotkania, nie mówię wprost, co myślę.
Bo może coś pójdzie nie tak.
Bo może ktoś pomyśli, że jestem niekompetentna, dziwna albo zbyt emocjonalna.
Perfekcjonizm w spektrum – tarcza i klatka jednocześnie
Nie znam nikogo w spektrum autyzmu, kto by nie miał w sobie jakiejś formy perfekcjonizmu. To nie jest wybór.
To adaptacja.
To mechanizm obronny, który pomagał przetrwać szkołę, pracę, relacje.
Pomagał, ale też… zostawił swoje ślady.
W moim przypadku perfekcjonizm jest połączony z ciągłym porównywaniem się do innych – głównie tych neurotypowych.
Do ich swobody w rozmowach.
Do ich lekkości w podejmowaniu decyzji.
Do ich umiejętności „ogarniania życia” bez analizowania każdego szczegółu.
Więc skoro nie mogę być taka jak oni – próbuję być bardziej niż poprawna.
Zawsze przygotowana.
Zawsze przemyślana.
Zawsze wyedytowana.
Tylko że… życie nie działa jak plik tekstowy, który można nieskończenie poprawiać przed wysłaniem.
Niepewność, która nigdy nie milknie
Perfekcjonizm często bierze się z niepewności, która nie gaśnie.
Niepewności, czy wszystko zrozumiałam właściwie.
Czy moje intencje były odczytane zgodnie z tym, co naprawdę czułam.
Czy moje słowa kogoś nie zraniły.
Czy ten uśmiech był szczery.
Czy powinnam była dodać jeszcze jedno zdanie. Albo dwa.
A może nic nie mówić?
I nawet kiedy wszystko pójdzie dobrze – ta niepewność nie znika.
Zostaje ze mną do wieczora. Albo na dłużej.
To, co dla innych jest drobnostką – dla mnie staje się emocjonalnym maratonem.
Perfekcjonizm nie chroni przed błędami – on tylko je opóźnia
Dążenie do perfekcji nie uchroniło mnie przed popełnianiem błędów.
Czasem wręcz było ich źródłem.
Bo czekając z działaniem na „lepszy moment” – traciłam okazję.
Bo analizując w nieskończoność jedną wiadomość – nie odpisywałam wcale.
Bo poprawiając tekst trzy dni – zaczynałam go nienawidzić i nie publikowałam nigdy.
Perfekcjonizm nie jest ochroną. To klatka z pozłacanymi prętami.
Czy naprawdę muszę być najlepsza, żeby zasługiwać?
To pytanie, które zadaję sobie coraz częściej.
Bo za perfekcjonizmem kryje się często przekonanie, że tylko bezbłędność daje mi prawo istnieć, mówić, działać.
A przecież nikt nie wymaga ode mnie doskonałości – oprócz mnie samej.
Czy naprawdę muszę być idealna, by być wartościowa?
Czy błąd odbiera mi prawo do szacunku?
Czy niedoskonałość oznacza, że jestem gorsza?
Te pytania są trudne. Ale są też wyzwalające.
Codzienne próby odpuszczenia
Ostatnio uczę się inaczej traktować siebie.
Pozwalam sobie nie wiedzieć.
Pozwalam sobie robić coś tylko „na próbę”.
Pozwalam sobie… być człowiekiem.
To nie znaczy, że już nie analizuję. Że nie wpadam w pułapkę edytowania i poprawiania.
Ale teraz łapię się na tym wcześniej.
I pytam: „Czy naprawdę warto poświęcić na to kolejną godzinę? Czy to coś zmieni?”
Dobre może być wystarczające
Moje „wystarczająco dobrze” jest często lepsze niż mi się wydaje.
Tylko mój wewnętrzny krytyk tego nie uznaje.
Ale ja nie muszę już z nim walczyć.
Mogę go tylko… trochę wyciszyć.
I pozwolić sobie po prostu być. Z błędami. Z niepewnością. Z tekstem, który nie jest idealny – ale jest prawdziwy.
Perfekcjonizm, lęk przed porażką i nadmierna kontrola – więcej o trudnościach znanych osobom w spektrum
Spektrum Autyzmu u dziewczynek
„Syndrom Oszusta” u osób w spektrum autyzmu – przyczyny, doświadczenia i sposoby radzenia sobie
Dlaczego trudno mi uwierzyć, że coś mi się udało? O autokrytycyzmie i wewnętrznym sabotażyście
Czy perfekcjonizm przeszkadza Wam w działaniu? A może daje poczucie bezpieczeństwa? Jak wygląda to u Was – w pracy, relacjach, codziennych zadaniach?
Gdzie leży granica między dostosowaniem się a zatraceniem siebie?
Już jutro na blogu poruszam temat kompromisów, maskowania i tego, jak trudno czasem odróżnić elastyczność od rezygnacji z własnych potrzeb. Jak żyć autentycznie, nie narażając się na wykluczenie?
Nowy, osobisty tekst już w piątek.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź