Pomoc, która boli. O byciu „naprawianą”, gdy potrzebuję tylko ciszy
Czasem naprawdę się duszę.
Nie krzykiem.
Ciszą, która robi się zbyt ciasna.
Nie zawsze to widać z zewnątrz.
Mam spokojną twarz, przyzwoitą odpowiedź i uśmiech, który nie przecina twarzy, tylko się w niej chowa.
Ale wewnątrz wszystko drży. Nie ze strachu – z przeciążenia.
Wtedy najtrudniejsze, co może się wydarzyć, to… dobra rada.
„A może spróbuj…” – nie, proszę
Ludzie chcą pomóc.
To piękne i jednocześnie trudne.
Bo kiedy czuję się przytłoczona, nie mam już zasobów, by przyjmować nowe rozwiązania.
Nie chcę instrukcji, jak „ogarnąć rzeczywistość”.
Nie potrzebuję planu działania.
Potrzebuję, żeby ktoś był.
Albo żeby nie było nikogo – jeśli to za dużo.
Bycie razem nie musi znaczyć: mówmy
Mam w sobie przestrzeń na obecność – ale nie zawsze na rozmowę.
Nie chcę analizować przyczyn, przewidywać skutków, mierzyć sił na zamiary.
Chcę po prostu pobyć.
Może obok.
Może milcząc.
Może ze świadomością, że nie jestem „naprawialnym projektem”.
Zdarzało mi się słyszeć: „Nie możesz tak po prostu się wyłączyć”.
A ja – właśnie tego potrzebuję.
Na chwilę wylogować się ze świata, w którym trzeba reagować, tłumaczyć się, odpowiadać.
Przestrzeń to nie obojętność
Kiedy proszę o spokój – to nie odrzucenie.
To nie: „Nie zależy mi”.
To: „Jestem zbyt przeciążona, by cokolwiek więcej udźwignąć”.
W dzieciństwie tego nie rozumiałam.
Czułam się niewdzięczna, bo ktoś mi pomagał, a ja… chciałam uciec.
Dopiero z czasem zobaczyłam, że to nie brak wdzięczności – to próba przetrwania.
Spektrum ma inny próg „za dużo”
To, co dla kogoś jest tylko „stresujące”, dla mnie może być końcem dnia.
To, co ktoś nazwie „trudnością”, ja nazywam „przeciążeniem”.
I kiedy wszystko się piętrzy – emocje, bodźce, dźwięki, oczekiwania –
nie jestem w stanie „działać racjonalnie”.
Nie dlatego, że nie chcę.
Tylko dlatego, że system się zawiesza. Jak komputer, który trzeba zrestartować.
Wtedy każda próba „przywrócenia do funkcji” – tylko wydłuża zawieszenie.
Co naprawdę pomaga?
Cisza.
Ciepła herbata.
Ktoś, kto usiądzie i nie będzie pytał: „co się stało?”
Przestrzeń, w której mogę być sobą – nie analizowaną, nie naprawianą, nie wytłumaczoną.
A czasem wiadomość: „Jestem, jak będziesz gotowa”.
To są moje pomoce.
Nie mają formy działań, ale obecności.
Nie rozwiążą problemu, ale mnie nie przytłoczą jeszcze bardziej.
Chcę być traktowana jak osoba, nie jak problem
Nie jestem „zbyt delikatna”.
Nie jestem „niewdzięczna”.
Nie jestem „trudna we współpracy”.
Po prostu – kiedy jestem przytłoczona, potrzebuję spokoju.
Żeby wrócić do siebie. Żeby móc znów czuć, myśleć i działać.
A nie da się tego zrobić w środku hałasu.
Więcej o potrzebach emocjonalnych osób w spektrum autyzmu:
Shutdown i meltdown u osób w spektrum autyzmu
Meltdown i shutdown jako konsekwencja przeciążenia sensorycznego u osób w spektrum autyzmu
Zmieniam się, gdy jestem sama. O tym, kim się stajemy, kiedy nikt nie patrzy
Nie lubię, gdy ktoś mówi ‘uspokój się’. O bagatelizowaniu emocji w spektrum
A Ty – jakiej pomocy naprawdę potrzebujesz?
Czy zdarzyło Ci się czuć przytłoczenie, kiedy ktoś z dobrą intencją chciał „Ci pomóc”?
Jakie formy wsparcia są dla Ciebie najbardziej kojące?
Napisz w komentarzu – Twoja perspektywa może pomóc innym zrozumieć, jak wygląda prawdziwa obecność.
Nie, to nie błąd. To tylko inny sposób myślenia
Słyszysz, że mylisz się za często? Że coś robisz „źle”? Może po prostu twój sposób myślenia jest inny – nie mniej wartościowy. W jutrzejszym tekście opowiadam o neuroatypowych strategiach, które bywają uznawane za błędne, choć prowadzą do tego samego celu. O prawie do własnego toku rozumowania – i o tym, że „inaczej” nie znaczy „gorzej”.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź