O tym, że brak typowych reakcji emocjonalnych (np. płaczu, przytulania, ekscytacji) nie oznacza braku uczuć – tylko inny sposób ich przeżywania i wyrażania w spektrum autyzmu.
Nieobecne emocje – tylko z zewnątrz
„Jesteś beznamiętna.”
„Zupełnie cię to nie ruszyło?”
„Zimna jesteś.”
Te słowa czasem bolą bardziej niż otwarta krytyka. Bo za każdą z nich stoi założenie, że nie czuję – tylko dlatego, że nie widać we mnie łez, ekscytacji, wzruszenia. Ale ja czuję aż za bardzo. Tylko że nie na zawołanie. Nie tak, jak oczekuje świat.
Mam w sobie cały krajobraz emocji, ale nie mam automatycznego tłumacza, który przetłumaczy je na gesty, miny, reakcje. Wszystko we mnie dzieje się z opóźnieniem – albo po cichu, wewnętrznie. Ludzie patrzą, nie widzą i zakładają, że nie ma nic. Ale przecież emocje nie muszą być głośne, żeby były prawdziwe.
Coś się we mnie dzieje – ale nie zawsze to widać
Czasem w środku pęka mi serce, a na zewnątrz nie dzieje się nic. Po prostu siedzę. Patrzę w bok. Odpowiadam mechanicznie. I tylko ja wiem, że wszystko we mnie krzyczy – że właśnie przeżywam coś tak mocno, że nie jestem w stanie mówić. Ani się ruszyć.
To nie chłód. To zawieszenie systemu. Tak jakby emocje były zbyt intensywne, żeby mogły znaleźć dla siebie wyjście.
Dla mnie płacz to nie gest. To akt odwagi. I zawsze wymaga bezpiecznej przestrzeni. Tylko wtedy mogę się odsłonić.
Bliskość – tak, ale po mojemu
Z bliskością mam trudną relację. Chcę jej, ale się jej boję. Potrzebuję, ale nie wiem, jak o nią prosić. Przytulenie? Tak, ale tylko jeśli jestem gotowa. Czułość? Tak, ale wtedy, gdy wiem, że nikt nie oczekuje ode mnie reakcji „takiej jak trzeba”.
Dla mnie bliskość to drobne gesty: że ktoś mnie nie pogania, że pyta „czy mogę?”, że akceptuje moje „nie dzisiaj”.
Że nie ocenia, kiedy zastygnę w pół zdania albo nie odwzajemnię uśmiechu, mimo że się cieszę.
To nie brak uczuć. To forma ochrony.
Wiem, że to może być trudne dla innych
Czasem ludzie czują się przy mnie niepewnie. Bo nie wiedzą, co myślę. Bo nie słyszą entuzjazmu w głosie. Bo nie widzą tego, do czego są przyzwyczajeni – wyraźnych emocji, żywych reakcji.
A ja naprawdę chciałabym umieć. Ale nie potrafię. I nie chodzi o brak empatii. Raczej o to, że emocje u mnie nie są liniowe – są złożone, gęste, zbyt głębokie, żeby wyrazić je jednym słowem albo gestem.
I choć chciałabym czasem dać innym to, czego potrzebują – uśmiech, łzę, potwierdzenie – nie potrafię tego zrobić bez kosztu. Bez napięcia. Bez poczucia fałszu.
Emocje są. Tylko inne. Moje.
Całe życie uczę się tłumaczyć emocje na język, który świat rozumie. Ale może świat też powinien nauczyć się rozpoznawać emocje w moim języku?
Czasem to, że zostaję – mimo że wszystko we mnie mówi „uciekaj” – to jest mój sposób kochania. Czasem to, że wracam po kilku dniach ciszy – to znak, że ci ufam. Czasem jedno „myślałam dziś o tobie” zawiera wszystko, czego nie potrafię pokazać inaczej.
Nie jestem zimna.
Po prostu jestem cicha.
Ale w tej ciszy są emocje. Prawdziwe. Tylko że moje.
Warto przeczytać o emocjach i ich wyrażaniu w spektrum autyzmu
Autyzm a funkcjonowanie w świecie pełnym emocji
Czy moje emocje są dla mnie jasne?
A Ty – jak wyrażasz emocje?
Czy ktoś kiedyś zarzucał Ci, że jesteś „zimna”? Jak reagujesz, kiedy nie masz siły na gesty, ale czujesz głęboko?




Kontakt:
Redaktor Naczelny: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź