Weronika o życiu w spektrum i z ADHD
Długo zastanawiałam się, jak ubrać w słowa to, co czuję, kiedy mówię o sobie. O tym, kim jestem, co mnie ukształtowało i dlaczego tak uparcie dążę do tego, by pokazywać światu to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Od dawna noszę w sobie ciężar pewnej ambiwalencji – bycia psychologiem i jednocześnie osobą, która sama zmaga się z neuroatypowością. Mam ADHD, spektrum autyzmu, a do tego jeszcze solidną porcję zaburzeń lękowych, które towarzyszą mi od lat.
Moje życie to ciągłe balansowanie na granicy. Z jednej strony, mam w sobie ogromną ciekawość i potrzebę rozumienia ludzi. Zawsze chciałam być psycholożką. To było moje marzenie od dziecka. Fascynowało mnie, co dzieje się w głowie drugiego człowieka, jakie mechanizmy rządzą jego zrachowaniami, emocjami, relacjami. I tak, udało mi się. Pracuję w zawodzie, który kocham. Widzę, jak moi pacjenci rozkwitają, jak znajdują siłę w sobie, jak uczą się żyć w zgodzie ze sobą. To jest coś, co daje mi ogromne poczucie sensu.
Z drugiej strony, jestem ja. Osobą, która po intensywnym dniu z pacjentami potrzebuje kilku godzin ciszy, żeby „zresetować” swój przeciążony układ nerwowy. Osobą, która ma problem z jedzeniem w restauracjach, bo ilość dźwięków, zapachów i bodźców jest tak przytłaczająca, że nie potrafi skupić się na niczym innym. Jestem tą, która potrafi godzinami rozmawiać o sprawach, które ją pasjonują, by po chwili zamilknąć, gdy rozmowa schodzi na tematy, które ją nużą, na przykład small talk o pogodzie.
To właśnie z tego zderzenia dwóch światów – świata „normalności” i świata „neuroatypowości” – zrodziła się moja misja. Nie chcę udawać, że jestem idealnym, poukładanym psychologiem, który ma wszystkie swoje problemy pod kontrolą. Nie jestem. I wiecie co? Nie muszę być. Bo to właśnie moja „niedoskonałość” daje mi autentyczność, której nie dałoby mi żadne szkolenie czy certyfikat. To moje własne doświadczenia pozwalają mi rozumieć moich pacjentów na zupełnie innym poziomie. Kiedy ktoś mówi mi o przeciążeniu sensorycznym, ja wiem, o czym mówi. Kiedy opowiada o poczuciu inności, o tym, że „nie pasuje”, ja to czuję. Przeszłam to samo.
Pamiętam, jak w dzieciństwie moi rodzice często powtarzali mi, że jestem „zbyt wrażliwa”. Byłam. Reagowałam na głośne dźwięki płaczem, na niespodziewany dotyk paniką, a na silne zapachy – bólem głowy. Przez lata próbowałam „stwardnieć”, zmuszałam się do robienia rzeczy, które były dla mnie niekomfortowe, tylko po to, by udowodnić sobie i innym, że jestem „normalna”. To było wyczerpujące. I w końcu, po wielu latach, zrozumiałam, że to nie jest droga. Że moje wrażliwości nie są wadą, tylko cechą mojego układu nerwowego, która wymaga akceptacji i odpowiedniego zarządzania.
Dlatego piszę o tym. O tym, jak to jest żyć z niekończącą się gonitwą myśli w głowie (ADHD), a jednocześnie potrzebować struktury i przewidywalności (spektrum autyzmu). O tym, jak łączyć te sprzeczności w codziennym życiu. O tym, że granice są ważne, bo to one chronią nas przed wypaleniem i dają przestrzeń do bycia sobą.
Chcę tworzyć przestrzeń, w której ludzie nie będą musieli udawać, że są idealni. Gdzie mogą zobaczyć, że ich trudności są częścią ich autentycznej historii, a nie powodem do wstydu. Chcę obalać stereotypy, które mówią, że autyzm to brak empatii, a ADHD to lenistwo. Te stereotypy są szkodliwe i krzywdzące. Pokazują, że to, co jest inne, jest od razu złe.
A ja jestem tutaj, żeby pokazać, że bycie innym jest okej. Że bycie „inne” może być piękne. Może być źródłem kreatywności, empatii, niezwykłej spostrzegawczości. Moje psy, Foksteriery, są idealnym tego przykładem. Są uparte, pełne energii i mają swoje „dziwactwa”, ale są też najbardziej lojalnymi i kochającymi istotami, jakie znam. I tak jak je kocham za to, jakie są, tak chcę, żeby ludzie kochali siebie za to, jacy są.
Moja praca z pacjentami uczy mnie, że każdy człowiek to unikalna historia. Że nie ma dwóch takich samych umysłów, dwóch takich samych lęków, dwóch takich samych radości. I to właśnie ta różnorodność mnie fascynuje. Kiedy widzę, jak ktoś, kto przez całe życie czuł się „uszkodzony”, zaczyna rozumieć, że jego „usterka” to po prostu inna konfiguracja mózgu, to czuję, że moja praca ma sens.
Dlatego, jeśli masz wrażenie, że nie pasujesz, że jesteś „za dużo” albo „za mało” – pamiętaj, że jesteś całością. Jesteś złożony, skomplikowany i niezwykły. I nie musisz się zmieniać, by zasłużyć na akceptację. Musisz po prostu znaleźć w sobie odwagę, by być sobą. Bo w byciu autentycznym, w byciu prawdziwym, tkwi największa siła.


Zostaw odpowiedź