autyzm rodzina-samotność mamy dziecka w spektrum-samotność matek-samotność rodziców dzieci z autyzmem-wsparcie dla rodzin-życie z dzieckiem w spektrum autyzmu

Samotność mamy dziecka w spektrum. Kiedy cisza staje się ciężarem, a siła musi wystarczyć za dwoje

Cisza po dziecku,
kubek herbaty, trzy łzy —
Netflix pyta „dalej?”.

Samotność ma wiele twarzy

Samotność mamy dziecka w spektrum to nie chwilowy brak towarzystwa. To codzienność, która potrafi przytłoczyć i odebrać siły. W tym tekście dzielę się moim doświadczeniem- jako mamy, żony żołnierza i kobiety, która codziennie uczy się walczyć o siebie, nawet najmniejszymi krokami


Samotność ma wiele twarzy

Z zewnątrz moje życie może wyglądać zwyczajnie- dom, dziecko, praca, małżeństwo. Ale w codzienności, którą przeżywam, samotność staje się czymś więcej niż chwilowym brakiem towarzystwa. To stan, który wdziera się w każdy zakamarek dnia i nocy- czasem niepostrzeżenie, a czasem z całą mocą. Przywykłam już do tego, że bardzo wiele spraw muszę dźwigać sama. Choć w teorii obok mnie jest rodzina i znajomi, a mąż nie wyjeżdża codziennie, w praktyce ciężar decyzji, troski o Leona i codziennych obowiązków spoczywa głównie na mnie. Staram się nawet najdrobniejsze sprawy konsultować z mężem, żeby uczestniczył w naszym życiu, ale fizyczna nieobecność sprawia, że odpowiedzialność spada przede wszystkim na moje barki. Nie mówię tego z wyrzutem- to raczej próba nazwania rzeczywistości, w której funkcjonuję od lat.


Życie w wojskowej rodzinie

Ktoś kiedyś powiedział, że “nie służy tylko żołnierz- służy cała jego rodzina.” To zdanie wyjątkowo mocno ze mną rezonuje. Bo każdy jego wyjazd jest trudny nie tylko dla niego jako ojca, który zostawia syna, ale też dla nas, którzy zostajemy w cieplutkim domu.Najtrudniejsze są pierwsze dni po wyjeździe męża. Dla Leona to totalne rozregulowanie- szuka taty, nie słucha, nie wie co się stało. Ja też wtedy czuję, jakby ktoś wyszarpał kawałek naszego codziennego życia. Dopiero po około tygodniu wszystko wraca do względnej normy i uczymy się na nowo funkcjonować tylko we dwoje. W pewnym sensie jest wtedy prościej- mniej napięć, jeden rytm. Ale to wcale nie oznacza, że jest łatwo. Życie z żołnierzem daje stabilność ale tylko finansową… Może wrócić w środku nocy tylko po to, by za dwa dni znów wyjechać. Może spakować się na miesiąc, a wrócić po tygodniu. Albo odwrotnie- planowany krótki wyjazd nagle zamienia się w tygodnie rozłąki. Tego nie da się przewidzieć. I za każdym razem trzeba od nowa oswajać Leona z tym, że tata znów zniknął. Najczęściej zostaje nam tylko kontakt telefoniczny- jeden, dwa razy dziennie. Leon patrzy na tatę w ekranie, daje mu buziaki w szybkę telefonu. Są dni, kiedy nie rozmawiamy prawie wcale, a tylko wieczorem mąż mówi krótkie „dobranoc”. Ta niepewność potęguje samotność- bo wiesz, że nie możesz na niczym zbudować pewności.


Wieczory – najgłośniejszy głos samotności

W ciągu dnia bywa łatwiej. Zajęcia przedszkolne, obowiązki domowe, próby ogarnięcia chaosu, czasem kawa i książka pozwalają na chwilę oddechu. Nawet jeśli w tle wciąż czai się myśl, że większość rzeczy robię sama, ruch i obowiązki są jak plaster. Prawdziwy ciężar przychodzi wieczorem. Kiedy dom cichnie, a ja mam przed sobą listę rytuałów do wykonania- kąpiel Leona, sprzątnięcie mieszkania, kolacja- a na końcu pusty pokój i puste zimne łóżko. To właśnie wtedy samotność najgłośniej krzyczy. Nie daje się zignorować. Siada obok i przytłacza tak mocno, że czasem mam wrażenie, jakby brak obecności drugiej osoby ważył tonę. I chociaż wiem, że to chwilowy stan często mam wrażenie, że trwa wieczność. Jakby odbierał mi wszelkie pozytywy dnia.


Przyjaciele – bezcenna obecność

Na szczęście nie jestem w tym zupełnie sama. Mam cudownych przyjaciół. Nie zawsze rozwiązują moje problemy, ale samą obecnością dają siłę. Czasem to kawa, spacer, zwykła rozmowa. Czasem śmiech, który na chwilę pozwala oderwać głowę. Czasem to zwykły obrazek wysłany w wiadomości. Wiem, że jeśli zadzwonię w środku nocy, najpierw mnie zamordują słownie za budzenie, a potem przyjadą i pomogą. Zazwyczaj rozmawiam z dwiema–trzema osobami, które wiedzą dokładnie, co we mnie siedzi- reszta jest takim “dodatkiem”, aby nie być sama. Ale wszyscy wiedzą i akceptują to, co się dzieje w mojej rodzinie: od Leona po męża. Czasem wpadną na herbatkę, czasem na wino, a czasem wyciągną mnie spontanicznie z domu. Ich obecność jest bezcenna. Pokazuje mi, jak ogromne znaczenie ma zwykłe „jestem” w chwilach, gdy wokół brakuje stabilności.


Ale…

…wiem też, że wiele osób w podobnej sytuacji tego wsparcia nie ma. Bo znajomi się odsuwają- nie wiedzą, jak się zachować, boją się, że powiedzą coś nie tak, temat zaburzeń wydaje im się obcy. Wolą uciec niż brać na siebie odpowiedzialność. Często także rodzina staje się bardziej odległa. Moja mama mieszka w Niemczech- robi co może, ale wiadomo, że przez telefon trudno zastąpić fizyczną obecność. Rodzina męża to oddzielna historia- bywa, że wiedząc, iż jestem sama przez trzy tygodnie, nawet nie zadzwonią zapytać, czy nie potrzebuję podjechać na zakupy. Rozmawiając z innymi mamami zauważyłam, że to niestety częste- rodzice czy teściowie nie chcą się mieszać, zostawiają nas same sobie bo przecież “jesteśmy dorośli i mamy swoje rodziny”. A nawet jeśli mąż jest w domu, to kurde… ileż można z tym jednym biednym facetem rozmawiać o wszystkim?


Niebezpieczna samotność i walka o siebie

Samotność mam dzieci w spektrum nie jest błahostką. To coś, co może prowadzić do wypalenia, depresji, poczucia izolacji. To realne zagrożenie- dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Nie wolno go bagatelizować. Ale nauczyłam się też, że każda- nawet najdrobniejsza- walka o siebie ma sens. Nowe paznokcie, wyjście na kawę, spacer, to małe rzeczy, które mogą stać się początkiem rutyny w walce o samą siebie. Czasem właśnie te drobiazgi przypominają, że wciąż jestem czymś więcej niż tylko „mamą” czy „żoną”.Kiedyś chodziłam na terapię. Teraz, gdy jestem sama, słucham muzyki, sprzątam, piszę, czytam książki. Organizuję różne akcje w przedszkolu, pomagam charytatywnie. Pracuje. Czuję, że gdy coś robię, to „zabijam samotność”. I nawet jeśli to są małe kroki- to każdy z nich się liczy.

Samotność zabiera siły. Potrafi zamienić zwykły dzień w ciężar nie do udźwignięcia. Ale w tej drodze nie jesteśmy same- choć często mamy wrażenie, że jest inaczej. Nie zawsze mamy na nią wpływ, ale mamy wpływ na to, by małymi krokami odzyskiwać siebie

Jeśli czytasz ten tekst i odnajdujesz w nim siebie – chcę Ci powiedzieć jedno: naprawdę nie jesteś w tym sama 💙

Tekst: Sylwia Strembska

IG: Agnieszka

IG: Paweł

IG: Katarzyna

Zostaw odpowiedź

No responses yet

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Głos w Spektrum

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej