agorafobia-benzodiazepiny-Kasia Buchacz-lęk-mama dziecka w spektrum-nerwica lękowa-siła kobiet-terapia-uzależnienie od leków-zdrowie psychiczne kobiet

Początki mojej nerwicy wyglądały jak… zawał serca

Zawał? Nie, to lęk.
Serce bije jak werbel.
Dziś bez koncertu

Był poniedziałek, wczesny jesienny poranek. Szłam do pracy, kiedy nagle zrobiło mi się duszno. Zaczęłam się pocić. W klatce poczułam ogromny ból. Upadłam na ziemię, obok przystanku tramwajowego.

Leżałam, nie mogąc się ruszyć.
Ludzie patrzyli. Szeptali: „Pijana”, „naćpana”.
Nikt nie podszedł.
Tylko jeden młody chłopak zapytał: „Czy wszystko w porządku?”. To on zadzwonił po karetkę.


Kiedy ciało mówi za emocje

W szpitalu – EKG w normie. Wszystko „dobrze”.
A ja czułam, że moje ciało i głowa rozpadają się na kawałki.

Potem przyszły kolejne epizody.
Duszenie się w zatłoczonych miejscach. Zawroty głowy. Tracenie przytomności.
Po kilkunastu takich sytuacjach wylądowałam na oddziale kardiologicznym. Serce było zdrowe. Neurolog skierował mnie do psychiatry.

Diagnoza: nerwica lękowa z agorafobią.

Przez dwa miesiące nie wychodziłam z domu. Bałam się ludzi, kolejnego upadku, kolejnej utraty przytomności.
Ręce trzęsły mi się tak, że nie mogłam utrzymać kubka w dłoniach.
Nie mogłam normalnie funkcjonować.


Skąd się bierze lęk, który paraliżuje

Ale ta nerwica nie wzięła się znikąd.
To była kumulacja lat.

W dzieciństwie – ojciec, który nadużywał alkoholu i sceny, których nie powinno oglądać dziecko.
Poczucie, że jestem gorsza od rówieśników. Wyśmiewanie. Kompleksy, które dusiłam w sobie.
Byłam zamknięta, wycofana, nieumiejąca rozmawiać z ludźmi.

W dorosłości – nieudane pierwsze miłości. Rozpad małżeństwa. Samotne wychowanie córki. Stres w pracy i w życiu prywatnym.
To wszystko się nawarstwiało.
Aż w końcu pękło.


Nerwica lękowa to nie słabość

Nerwica lękowa to choroba ciała i duszy.
To zaburzenie, w którym organizm reaguje tak, jakby życie było w śmiertelnym zagrożeniu – choć zagrożenia nie ma.
To ataki paniki, duszności, paraliżujący lęk przed wyjściem z domu.
To uczucie, jakby ktoś odbierał Ci siłę z rąk, nóg i zabierał Twoje myśli.

I nie, nerwica nie jest słabością. To choroba.
A chorobę można leczyć.

Leczenie nerwicy to długa droga. Dla wytrwałych.


Leczenie nerwicy – droga przez ciemność

Przeszłam przez sześć terapii. Pierwsza była na oddziale dziennym, kolejne – indywidualne.
Nerwica odchodziła i wracała. Czasem na chwilę pozwalała mi odetchnąć, by potem znów uderzyć z podwójną siłą.

I choć dziś wiem, że terapia to klucz, popełniłam wtedy ogromny błąd, przed którym chcę wszystkich przestrzec.


Uzależnienie, które przyszło po cichu

Byłam uzależniona od benzodiazepin.

Na początku miały pomóc przetrwać. Miały dać ulgę. I dawały — chwilową.
Z czasem zaczęłam wierzyć, że to „cudowna tabletka”, która załatwi wszystko.
Przerwałam terapię, bo pomyślałam, że nie jest mi już potrzebna.

W pewnym momencie straciłam kontrolę.
Nie wiedziałam już, ile biorę.
Tabletki były wszędzie – w torebce, kieszeni, w szufladach.
Gdy lekarz odmówił wystawienia kolejnej recepty, chodziłam do innych. Kupowałam na czarnym rynku.

Byłam jak narkomanka.
Kłamałam nie tylko lekarzom, ale i sobie.


Dno, które stało się początkiem

A potem przyszedł moment, w którym ciało powiedziało „dość”.
Drgawki. Jeszcze silniejsze lęki. Bezsenność.
Trafiłam do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili silne uzależnienie.
Szpital. Odtrucie. Płacz.
I kolejna terapia – ta, która uratowała mi życie.

Bo gdyby nie ona, mogłabym dziś nie pisać tego tekstu.
Mogłabym przedawkować albo zniszczyć sobie zdrowie.

Dlatego, zanim sięgniesz po leki – pamiętaj: uzależnienie jest blisko.
To cienka granica, za którą można się zgubić.
To droga, z której nie każdy znajduje wyjście.


Jak jest dziś?

Dziś chodzę na terapię raz w tygodniu.
Biorę leki doraźnie – tylko wtedy, gdy przychodzi atak.
Jak często? Rzadko. Ale czasem się zdarza.

W takich chwilach pomaga mi oddech.
Zajęcie głowy czymś innym.
Ulubiona muzyka w słuchawkach.
Zimna woda na dłoniach.
I świadomość, że to tylko atak – przeminie.

Ale jedno wiem na pewno: bez terapii nie dałabym rady.
To ona pomogła mi odbudować siebie, kawałek po kawałku.


Zrozumienie i siła

Na terapii usłyszałam kiedyś zdanie, które pamiętam do dziś:
„Musisz odzyskać siebie – tę prawdziwą, którą całe życie ukrywałaś.”

I to była prawda.
Nie da się cofnąć traumy, ale można się z niej podnieść.
Nie da się wymazać bólu, ale można przestać mu podlegać.

Dziś nie jestem już tamtą cichą, zalęknioną dziewczyną.
Jestem kobietą, która zna swoją wartość, potrafi stawiać granice i mówić „dość”.
I choć nerwica nadal jest częścią mojego życia, nie kieruje już nim.

To ważne.
Bo dziś nie jestem tylko kobietą, która walczy o siebie.
Jestem też mamą dziecka w spektrum autyzmu.

I myślę często – co by było, gdybym nie przeszła tej drogi?
Gdybym została tą cichą, wycofaną dziewczyną?
Jak mogłabym wtedy walczyć o mojego syna?

W naszym świecie – pełnym ocen, niezrozumienia i walki o podstawowe prawa – muszę być silna.
Nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla niego.


Dziś wiem jedno

Nerwica może mnie dotknąć, może mnie zranić, ale już mnie nie zniszczy.
Bo nauczyłam się słuchać siebie.
A ciało zawsze mówi – trzeba tylko w końcu je usłyszeć.

Dziś nie tylko żyję.
Dziś mam siłę, by żyć – dla siebie i dla mojego syna.

Dbaj o siebie. Zawsze.
To najtrudniejsze, ale najpiękniejsze, co możesz dla siebie zrobić.

IG: Agnieszka

IG: Paweł

IG: Kasia

Zostaw odpowiedź

No responses yet

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Głos w Spektrum

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej