Noc – jedyny moment, gdy mogę oddychać
Ludzie mówią: „Ciemność budzi lęk”.
Dla mnie – lękiem jest światło.
Nie chodzi tylko o zmysły, choć te też odgrywają rolę. Światło poranka razi mnie, oślepia, drażni. Budzi napięcie w ciele, które nie zdążyło się wyciszyć. Ale bardziej niż światło jako takie – przeraża mnie to, co ze sobą niesie.
Dzień to oczekiwania.
Rano wstajesz i już masz być gotowa: do pracy, do rozmowy, do działania.
Masz być produktywna. Włączać się. Nadążać.
A ja wtedy czuję, że jeszcze nie wróciłam do siebie po poprzednim dniu. Że jeszcze nie jestem gotowa na świat. Że potrzebuję ciszy, nie nowych bodźców.
Cisza nocy nie ocenia
W nocy świat cichnie. Nie trzeba odpowiadać na wiadomości, nie trzeba odbierać telefonu, nie trzeba się uśmiechać przez zaciśnięte zęby.
Nie muszę być „miła”, „ogarnięta”, „na czasie”.
Mogę siedzieć w ciszy, z herbatą, w miękkim kocu.
Mogę pisać, mogę rysować, mogę wpatrywać się w światło lampki.
I nikt tego nie komentuje.
Nikt się nie dziwi, że nie robię „nic sensownego”.
Bo noc daje przyzwolenie.
Na bycie bez planu. Na bycie sobą.
„Dlaczego nie możesz po prostu iść spać?”
To jedno z najczęstszych pytań, które słyszę.
„Po prostu się połóż. Wyreguluj rytm. Wyśpij się.”
Tylko że noc to nie problem.
To rozwiązanie.
To jedyny moment, w którym nie czuję presji.
Nie muszę niczego analizować. Nie muszę przewidywać i symulować scenariuszy. Nie muszę „maskować” się przez kilkanaście godzin.
To moment, w którym wreszcie czuję, że istnieję – nie jako funkcja, nie jako trybik w systemie. Tylko jako ja.
Nocne życie, dzienne wyrzuty sumienia
Oczywiście, ten tryb ma swoje konsekwencje.
Kiedy o 3:00 w nocy kończę pisać, jestem spokojna.
Ale kiedy o 11:00 rano ledwo jestem w stanie myśleć, włącza się wstyd.
Wstyd, że nie funkcjonuję jak inni.
Wstyd, że znów „przespałam poranek”.
Wstyd, że w mojej produktywności nie ma harmonii, tylko sinusoida.
A przecież to nie lenistwo.
To reakcja obronna.
To adaptacja do świata, który nie został zaprojektowany dla takich jak ja.
Noc to moja forma przetrwania
Gdybym miała pracować w otwartych przestrzeniach biurowych, chodzić na poranne zebrania, siedzieć przy oknie z oślepiającym światłem – pękłabym.
Dzięki nocy jestem w stanie istnieć.
Tworzyć. Myśleć. Czuć.
I choć wiem, że nie jest to rozwiązanie idealne – to jest moje.
Nie próbuję już go naprawiać.
Staram się raczej otulać tę swoją noc – żeby dawała mi ulgę, a nie kolejną dawkę poczucia winy.
Cisza, która daje schronienie
Ludzie boją się ciemności.
Bo nie widzą, co w niej jest.
Ja boję się światła.
Bo zbyt dobrze widzę, co ono pokazuje: oczekiwania, wymagania, role.
W ciemności mogę być niewyraźna.
Mogę nie odpowiadać.
Mogę być sobą – bez zniekształceń.
Nie chcę, żeby cały świat zamienił się w noc.
Ale chcę, żeby wreszcie zrozumiał, że nie wszyscy potrzebują dnia, by oddychać.
Zobacz też wpisy o rytmach, przeciążeniu i sensoryce:
Zaburzenia snu w ADHD i autyzmie
Potrzebuję, żeby rzeczy były… właśnie tak. O mikrorutynach, których nikt nie widzi
Ulubione sensoryczne przyjemności – co mnie uspokaja i relaksuje
Czy noc to dla Was ulga, czy wyzwanie?
Jak wygląda Wasz rytm dnia – czy też czujecie, że noc daje więcej spokoju niż dzień? A może odwrotnie – światło jest dla Was bezpieczniejsze niż ciemność?
„Dlaczego wszystko traktuję zbyt serio?” – o emocjach, które zostają na długo
Nie chodzi o przesadę. Chodzi o sposób przeżywania świata.
Jutrzejszy tekst opowiada o tym, jak trudno funkcjonować, gdy wszystko odbiera się zbyt intensywnie.
O tym, że zwykłe rozmowy potrafią przytłaczać, drobne sprawy urastają do rangi tragedii, a każda emocja rezonuje głęboko.
Jeśli wciąż słyszysz „nie przesadzaj”, ten tekst może być właśnie dla Ciebie.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Dodaj komentarz