O tym, jak wybory prezydenckie mogą uruchomić cały mechanizm lęku, traumy i bezsilności
To nie była przesada. To był mój koniec świata
Nie płakałam dlatego, że przegrał mój kandydat.
Nie płakałam z rozczarowania politycznego.
Płakałam, bo coś we mnie pękło.
Bo wszystko, co do tej pory trzymało mnie w pionie – poczucie racjonalności, logiki i przewidywalności świata – rozpadło się w jednej chwili.
Byłam przekonana, że wygra kandydat opozycyjny.
Nie miałam cienia wątpliwości. Wierzyłam w liczby, ludzi, zmiany.
A może raczej: potrzebowałam wierzyć.
Bo ta wiara była ostatnim plasterkiem na chaos, w którym od lat próbuję się jakoś odnaleźć.
Dlaczego ta pewność była tak silna?
Nie tylko ja ją czułam.
Media społecznościowe pękały od entuzjazmu.
Relacje z głosowań, zaangażowanie młodych, kolejki za granicą – to wszystko budowało wrażenie, że zmiana jest nieunikniona.
Z perspektywy czasu wiem, że to była bańka.
Ale wtedy nie widziałam bańki – widziałam świat, który być może wreszcie się domyka.
Sondaże wskazywały na wyrównany wynik.
Ale w mojej głowie wszystko już się wydarzyło.
Bo mój mózg nie chciał dopuścić innego scenariusza.
Nie potrafił. Nie umiał.
Zainwestował emocjonalnie w jedną wersję przyszłości – tak, jakby tylko ona gwarantowała bezpieczeństwo.
I kiedy ogłoszono wynik – miałam wrażenie, że świat się kończy.
Dosłownie.
Fizycznie.
Tak, jakby ktoś przekręcił klucz i zgasił światło.
To nie była przesada
Wiem, jak to brzmi.
Ale nie próbuj mnie racjonalizować.
Nie tłumacz, że „to tylko polityka”.
Nie wyjaśniaj, że „życie toczy się dalej”.
Bo w moim ciele wszystko stanęło.
Zamrożenie.
Ból w gardle.
Skurcz w klatce piersiowej.
Niemy krzyk, który nie mógł się przebić.
To był moment, kiedy wszystkie moje lęki, wspomnienia i mikrourazy z dzieciństwa wróciły w jednym uderzeniu.
Przypomniałam sobie, jak to jest nie mieć wpływu.
Jak to jest być zależną od ludzi, którzy decydują o wszystkim, nie pytając mnie o nic.
„Przesadzasz” – powiedział ktoś mi bliski
Tak, powiedział to.
Spokojnie. Z lekkim uśmiechem.
Nie chciał zranić. Po prostu nie rozumiał.
Bo dla niego wynik wyborów był faktem.
Dla mnie – był końcem czegoś znacznie większego: nadziei, że świat pójdzie w stronę, w której czuję się bezpiecznie.
Zareagowałam za mocno?
Możliwe.
Ale to nie była decyzja.
To była reakcja układu nerwowego.
To był flashback, lęk pierwotny, przeładowanie.
Co mi wtedy pomogło?
Nie słowa.
Nie argumenty.
Nie uspokajanie.
Pomogła obecność.
To, że ktoś był.
Że pozwolił mi wypłakać wszystko, co było nielogiczne, przesadzone i nie do końca uchwytne.
Pomogło milczenie.
Przytulenie kota.
Patrzenie w sufit.
Dopiero po jakimś czasie mogłam znów oddychać.
Ale nigdy nie zapomnę tej chwili.
Bo była prawdziwa.
Przeczytaj też inne teksty o emocjonalnym przeciążeniu w spektrum
Baba od polskiego: mam spektrum autyzmu i ADHD. “Ból późnej diagnozy”
To nie było trudne. To było zbyt wiele. O przeciążeniu, które nie zawsze widać
Czy Tobie też zdarzyło się tak zareagować?
Czy masz momenty, w których wydarzenie zewnętrzne – z pozoru neutralne – uruchamia w Tobie lawinę emocji? Jak radzisz sobie z nagłym przeciążeniem i poczuciem utraty kontroli?
Nie zgadzam się. Nawet jeśli się różnimy
Czasem trzeba postawić wyraźną granicę – nie ze względu na siebie, ale dla tych, którzy nie mają jeszcze głosu. Jutrzejszy wpis nie jest o polityce. Jest o człowieczeństwie.




Kontakt:
Redaktor Naczelny i teksty gościnne: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź