Raport – dokumentacja wspólnego dochodzenia, kryptonim „Otherworld”: Maga i profesor P.
Pamięć podzielna.
Ściana pamięta więcej.
Świat właśnie słyszy.
Początek notatki nr 13/PRIV (akta głęboko utajnione do użytku prywatnego)
Usiedliśmy w pokoju pełnym różnych wersji nas samych. Ci ludzie nie zachowywali się jak kopie. Byli zbyt różni, młodsi, starsi, mieli różne fryzury. Okazało się, że to nie było pierwsze tego typu spotkanie. To kolejny wariant, czegoś co już było i co w przebłyskach pamięci faktycznie się nam zaczęło kojarzyć. W ciszy wybrzmiało bardzo dziwne pytanie:
— Jak daleko zaszliście?
Nie rozumiałem o co chodzi i podobno tak samo zareagowałem za pierwszym razem. Za pierwszym razem? Nie zdążyłem się nad tym zastanowić, gdy do pomieszczenia wbiegł wyraźnie przestraszony Obserwator. Zaszokowało mnie to, że wszyscy obecni wyraźnie zaczęli się bać po tym co powiedział:
— Za późno. Oni znaleźli dziesiątą wersję.
Zgromadzeni zaczęli głośno dyskutować, a nawet przekrzykiwać się wzajemnie. I w tym momencie Maga, ta moja Maga zaskoczyła mnie i wszystkich głośnym okrzykiem (choć nie było w nim nawet cienia emocji).
— Cisza! Czy ktoś może powiedzieć nam o co tutaj chodzi?
Towarzystwo ucichło. Przemówiła inna Maga. Ta, która zapytała jak daleko zaszliśmy. Opowiadała, że twórcy eksperymentu chcieli zbadać, jak potoczą się nasze relacje w różnych okolicznościach. Wszystkie pary nie wiedząc o tym powtarzały ten sam schemat: dystans i wzajemna obserwacja, nawiązanie relacji i rozwój przywiązania, następnie kryzys, a na końcu przymusowa separacja dokonywana przez twórców. Chcieli badać wszelkie anomalie i konflikty generowane przez dwa, odmienne sposoby funkcjonowania członków każdej pary. My doszliśmy do etapu przywiązania. Aby zebrać jak najwięcej danych stworzyli oni wiele alternatywnych wersji tej samej pary. Ile? Nie wiadomo. My byliśmy dziewiątą, która przeszła na stronę „rebelii”, czyli zbuntowanych par. A właśnie dowiedzieliśmy się, że dziesiątą, która postanowiła przyłączyć się do nas twórcy znaleźli i pojmali. Czyli byli coraz szybsi i coraz bardziej skuteczni w zwalczaniu „buntu”. Przecież nam już deptali po piętach, a kolejnych po nas ujęli błyskawicznie. Do tej pory udawało się im czyścić pamięć uczestników na odległość, dlatego wcześniej były już różne warianty spotkań zbuntowanych par. Jak widać na dłuższą metę nie przynosiło to efektów, dlatego twórcy postanowili chwytać „wadliwe egzemplarze” i likwidować je.
Sojusz zbuntowanych par uczestników eksperymentu tworzył dwa wymiary współpracy. Jeden to empatyczny składający się z profesorów P., a drugi to logiczny, czyli wszystkie wersje Magi. Celem było przerwanie eksperymentu, zniszczenie wszystkich danych i uwolnienie pozostałych uczestników, których lokalizacja i liczba nie była znana. Aby zrealizować te zamierzenia mieli plan , którego najważniejszym elementem byliśmy my, czyli moja Maga i ja. A to dlatego, że ja okazałem się najbardziej wadliwym „egzemplarzem” projektu badawczego. Dlaczego ja? Ponieważ swoim sposobem spostrzegania, przeżywania i reagowania sprawiłem, że między mną a Magą wystąpiła taka synchronizacja, że zaczęliśmy współgrać i zachowywać się w ten sam sposób. Co ją z kolei skłoniło do przełamania swoich schematów funkcjonowania. Inne pary też do tego dochodziły, ale my w zdecydowanie szybszym czasie. U nas nastąpiło to błyskawicznie. To zaprzeczało idei eksperymentu i narażało jego twórców na utratę możliwości kontroli nad nami. A jednocześnie dawało nadzieję na osiągnięcie nowego wymiaru relacji międzygatunkowej, o jakim nie śniło się nikomu.
Koniec notatki nr 13/PRIV (akta głęboko utajnione do użytku prywatnego).


Zostaw odpowiedź