O upale, który dla mnie nie jest tylko wysoką temperaturą, ale przeciążeniem całego organizmu.
Rolety i cień.
Lato zamyka oddech.
Jesień już śni.
Lato, na które nigdy nie czekam
Każdego roku obserwuję, jak wiele osób z radością wypatruje lata. Czekają na słońce, długie dni, wysokie temperatury, wakacje i możliwość spędzania czasu na zewnątrz. Dla wielu to najpiękniejsza pora roku.
Ja od wielu lat odliczam raczej dni do jesieni.
Nie dlatego, że nie lubię światła ani natury. Uwielbiam spacerować (ale tylko, jeśli mam ku temu cel), siedzieć nad wodą czy obserwować zachody słońca. Problemem nigdy nie było lato samo w sobie. Problemem jest upał.
Przez wiele lat myślałam, że po prostu gorzej znoszę wysokie temperatury. Że jestem mniej odporna od innych. Dopiero po diagnozie zaczęłam rozumieć, że mój układ nerwowy reaguje na nie zupełnie inaczej. To nie jest zwykłe uczucie gorąca. To przeciążenie, które obejmuje całe ciało i stopniowo odbiera mi możliwość normalnego funkcjonowania.
Mój świat kurczy się do jednego pokoju
Kiedy temperatura zaczyna przekraczać granicę, z którą mój organizm jeszcze sobie radzi, mój świat bardzo szybko się zmniejsza.
Najbezpieczniejszym miejscem staje się zaciemniony pokój.
Rolety odbijające promienie UV są zasłonięte przez cały dzień. Wentylator pracuje niemal bez przerwy. Obok mnie stoi butelka z wodą i spray z zimną wodą, którym co jakiś czas chłodzę twarz, kark i ręce. Piję znacznie więcej niż zwykle, ale jednocześnie prawie przestaję odczuwać głód. Zamiast energii pojawia się senność. Zdarza się, że przesypiam sporą część dnia, bo organizm jakby sam próbował ograniczyć wszystko, co nie jest konieczne do przetrwania.
Z zewnątrz może wyglądać to jak zwykłe siedzenie w domu.
Dla mnie to strategia przetrwania.
Gorąco, którego nie da się opisać
Najtrudniej jest wytłumaczyć, jak właściwie czuję upał.
To nie jest po prostu wysoka temperatura.
Mam wrażenie, jakby moje ciało rozgrzewało się od środka. Jakby ciepło nie zatrzymywało się na skórze, ale przenikało do każdej komórki organizmu.
Skóra zaczyna piec tak, jak po zbyt długim przebywaniu na ostrym słońcu, mimo że często przez cały dzień praktycznie z niego nie korzystam. Dotyk staje się nieprzyjemny. Każde ubranie wydaje się zbyt ciężkie. Czasami, mimo ogromnego gorąca, przechodzą mnie dreszcze.
Pojawia się ból głowy.
Myśli zaczynają się plątać.
Coraz trudniej utrzymać uwagę na jednej rzeczy. Gubię wątki w połowie zdania. Wystarczy niewielka dekoncentracja, żeby nie pamiętać, co właśnie robiłam. Czuję się tak, jakby mój mózg stopniowo zwalniał.
Do tego dochodzi senność, mdłości i całkowity brak apetytu.
Nagle przygotowanie nawet najprostszego posiłku wydaje się zadaniem ponad siły.
To nie jest kwestia odporności
Jeszcze kilka lat temu próbowałam z tym walczyć.
Mówiłam sobie, że przecież inni normalnie funkcjonują. Chodzą do pracy, spotykają się z ludźmi, jeżdżą na rowerach i siedzą w ogródkach restauracyjnych.
Więc dlaczego ja nie potrafię?
Dzisiaj już nie zadaję sobie tego pytania.
Bo wiem, że to nie jest kwestia charakteru ani silnej woli.
Nie jestem leniwa.
Nie przesadzam.
Nie dramatyzuję.
Mój układ nerwowy po prostu inaczej reaguje na przeciążenie.
Im bardziej próbuję udawać, że wszystko jest w porządku, tym bardziej płacę za to później. Czasem przez kilka kolejnych dni.
Słucham swojego ciała zamiast z nim walczyć
Jedną z najtrudniejszych lekcji, jakich nauczyłam się po diagnozie, było zaakceptowanie faktu, że nie muszę funkcjonować tak jak wszyscy.
Nie muszę udowadniać sobie ani nikomu innemu, że dam radę.
Jeżeli moje ciało mówi: „zatrzymaj się”, to zatrzymanie się nie jest porażką.
To odpowiedzialność.
Dzisiaj wiem, że zamknięcie rolet, włączenie wentylatora, wypicie kolejnej szklanki wody, chłodzenie skóry zimnym sprayem czy dodatkowa drzemka nie są oznaką słabości.
To mój sposób dbania o siebie.
Bo zrozumiałam coś bardzo ważnego.
Przez większość życia próbowałam zmusić swoje ciało do życia według zasad świata.
Dzisiaj wolę żyć według zasad mojego ciała.
I odkąd przestałam z nim walczyć, ono znacznie rzadziej musi krzyczeć.


Zostaw odpowiedź