Czasem w tej walce o zdrowie dziecka człowiek czuje się tak, jakby był w samym środku labiryntu – każdy korytarz prowadzi do kolejnych zamkniętych drzwi.
Białe korytarze,
dziecko płacze w pustym łóżku —
cisza jak wyrok.
Kilka słów od redakcji
Kiedy dziecko mówi o myślach samobójczych, czas przestaje płynąć tak jak wcześniej. Rodzic wchodzi w tryb alarmowy – szuka pomocy, ufa specjalistom, liczy, że oddział psychiatryczny będzie bezpiecznym miejscem.
Ale co, jeśli zamiast spokoju i opieki pojawia się chłód, poczucie izolacji i brak reakcji na krzywdę?
W dzisiejszym głosie oddajemy przestrzeń mamie, która zabrała swoją córkę ze szpitala, a teraz musi tłumaczyć się przed sądem.
Początek – myśli samobójcze i skierowanie do szpitala
W piątek kontrola u psychiatry. Moja córka powiedziała mu na osobności, że ma myśli samobójcze. W diagnozie – PTSD i podejrzenie ADHD.
Lekarz dał skierowanie na oddział psychiatryczny, żeby nic sobie nie zrobiła. Miałam ją zawieźć wieczorem, gdy mąż wróci z pracy.
Zadzwoniłam wcześniej do szpitala – usłyszałam, że psychiatry już nie ma.
Pojechałyśmy więc w sobotę po południu. To był jej pierwszy pobyt.
Izba przyjęć – wywiad, podpisanie dokumentów, decyzja lekarza o pozostawieniu na oddziale. Poszłyśmy z pielęgniarzem, dziecko zostało przekazane, ja zostałam przed drzwiami. Po kilkunastu minutach oddano mi walizkę z rzeczami, których nie mogła mieć, i kopertę z wyciągniętym kolczykiem. Nie mogłyśmy się pożegnać.
Pierwsze dni – chłód i poczucie izolacji
W niedzielę przyjechałam w godzinach odwiedzin. Zostałam sprawdzona, wpisana do zeszytu. W pokoju miała inne dziewczyny.
W poniedziałek nie mogłam pojechać – zadzwoniłam. W tle usłyszałam: „Zostałaś sama?” i jej płacz. Chłopak z innego pokoju wtargnął i zniszczył jej origami. Rozmowa trwała 15 minut. Nikt nie zareagował na jej płacz. Wieczorem nikt nie odbierał telefonu.
Warunki na oddziale
We wtorek pytałam, co mogę jej przywieźć. Było umówione spotkanie z lekarzem i psychologiem na środę. Wieczorem córka błagała o wypis – mówiła, że są złe warunki.
W środę przyjechałam wcześniej niż planowałam. Doktor pozwoliła mi wejść przed odwiedzinami. To, co zobaczyłam, mnie przeraziło: obiad jedzony na stojąco przy parapecie, choć na korytarzu stał stół.
Dowiedziałam się, że w łazience była tylko zimna woda. Personel z dyżurki miał problem z podaniem godziny. Trzeba było pilnować pory, żeby dostać z magazynku np. sok czy coś słodkiego. Pytać, czy można wziąć kosmetyczkę.
Kiedy przyszłam, zawołałam córkę, żeby usiadła i zjadła jak człowiek. Była z nią inna dziewczyna. Na korytarzu pojawił się chłopak z innej sali – chciał usiąść z nami. Pielęgniarz upominał go kilka razy.
Decyzja o wypisie
Potem poszłam na rozmowę. Niczego konkretnego się nie dowiedziałam – pytania powtarzały informacje z dokumentów z izby przyjęć. W końcu zapytałam o wypis na żądanie.
Wezwano kogoś z innego budynku, potem wzięli dziecko na rozmowę. Dostałam zgodę.
W wypisie: „dziecko unormowane” – mimo że obserwacja była niby nieukończona. Leków nie dostała. Psycholog zaglądał tylko na chwilę.
Nikt nie poinformował mnie, że MUSI zostać. Wyszła, udało się dopisać ją do naszego psychiatry. Dostała też termin psychoterapii, na którą długo czekałyśmy.
Kurator i sąd – kolejny cios
W poniedziałek wróciłam z kontroli u psychiatry z synem. Minęła godzina – i w drzwiach stanął kurator sądowy. Szpital powiadomił sąd o wypisie.
Nie mamy nawet pisma z sądu. A z tego samego sądu od miesięcy czekamy na reakcję w sprawie, gdy córka została pobita przez chłopaka z klasy.
Zimna woda, telefony tylko 2×15 minut dziennie, zero reakcji na to, że inny pacjent mimo zakazu wchodził do sali. Nasz psychiatra był zdziwiony sytuacją, pediatra powiedział, że przy myślach samobójczych obowiązuje jakaś procedura.
Zmęczenie, które nie jest brakiem miłości
Zabrałam córkę z troski. Zabrałam ją, bo warunki były złe, a wsparcia – brak.
Teraz zamiast skupić się na leczeniu, muszę tłumaczyć się w sądzie.
To jest ta druga twarz systemu – która widzi w matce zagrożenie, a nie sprzymierzeńca w walce o zdrowie dziecka.
Zakończenie od redakcji
Nie da się leczyć w warunkach, które odbierają poczucie bezpieczeństwa.
Ta historia pokazuje, że rodzic bywa jedyną osobą, która widzi i reaguje, gdy system zawodzi – ale czasem to właśnie on staje się obiektem podejrzeń.
W cyklu „Mamy głos” chcemy, by te opowieści wybrzmiały, bo za każdą z nich stoi ktoś, kto nie przestaje walczyć – nawet wtedy, gdy musi walczyć z tymi, od których oczekiwał pomocy.
Gdzie szukać pomocy i informacji?
Dziecko ukrywało przede mną myśli samobójcze. Czy jestem złym rodzicem?
Jak pomóc dzieciom przeżyć traumatyczne wydarzenia
Czy osoba ze spektrum potrzebuje psychiatry?
Strefa Wsparcia – Jesteśmy tu dla Ciebie
Twoje doświadczenia
Czy kiedykolwiek znalazłeś/aś się w sytuacji, w której placówka medyczna zamiast pomóc, pogłębiła kryzys? Jakie działania podjęłabyś/podjąłbyś na miejscu tej mamy?




Kontakt:
Redaktor Naczelny: achmiel@aspergerkawsieci.com
Zastępca Redaktora Naczelnego: ppflegel@aspergerkawsieci.com
Instagram:
Dedykowana grupa na FB: Głos w Spektrum
Dedykowana grupa na IG: Głos w Spektrum


Zostaw odpowiedź