Dlaczego osoby w spektrum autyzmu częściej sięgają po alkohol, nikotynę czy inne substancje nie po to, by się bawić, ale by na chwilę uciszyć przeciążony układ nerwowy – i dlaczego taka ulga ma swoją wysoką cenę.
Cisza w butelce.
Układ nerwowy milknie.
Cena przychodzi.
Kiedy substancja staje się sposobem na przetrwanie
Osoby neuroatypowe używając różnych substancji, w porównaniu z osobami neurotypowymi, zdecydowanie częściej robią to w celu kontrolowania swoich problemów i doskwierających im w codziennym życiu objawów. Środki takie są łatwo dostępnym, chemicznym wyłącznikiem, który potrafi działać szybko jako stabilizator przeładowanego układu nerwowego.
Co daje chwilową ulgę przeciążonemu układowi nerwowemu?
Różne środki mają bardzo konkretne działanie. Alkohol, czy też substancje psychoaktywne (narkotyki) pomagają osobom z autyzmem w maskowaniu własnych, odmiennych cech, ułatwiają także dopasowanie się do grupy. Ponadto stabilizują nastrój i łagodzą lęk przed odrzuceniem w interakcjach z innymi ludźmi. Na przykład alkohol fizjologicznie zmniejsza napięcie, ułatwia rozmowę z innymi osobami, tłumi lęk społeczny. Marihuana pomaga radzić sobie z natłokiem myśli, tłumi nadwrażliwość sensoryczną. Nikotyna ma działanie stymulujące, a poza tym to rytuał, który poprzez swoją powtarzalność jest mocno uspokajający.
Dlaczego samoregulacja łatwo zamienia się w błędne koło
Jednak nie jest tajemnicą, że pożądane efekty regulacyjne trwają tylko przez jakiś czas. Po nim pojawiają się skutki uboczne. Alkohol może prowadzić do spadku energii po wytrzeźwieniu. Zdarza się, że marihuana z kolei, oprócz pojawiających się stanów apatii zaburza funkcje wykonawcze, czy też nawet nasila stany paranoidalne. Używanie różnych substancji jako sposobu samoregulacji jest obarczone ryzykiem uzależnienia fizjologicznego. Po ich odstawieniu układ nerwowy osoby z autyzmem staje się jeszcze bardziej wrażliwy na bodźce, dlatego potrzebuje kolejnych dawek. I to jest błędne koło. W związku z trudnościami w regulacji emocji oraz skłonnością do rutyny, osoby w spektrum autyzmu łatwiej się uzależniają również behawioralnie od takich substancji tworząc swoje codzienne procedury i nawyki związane z ich używaniem. Stosowanie ich do autoregulacji jest na dłuższą metę mało adaptacyjnym sposobem radzenia sobie ze stresem, lękiem, problemami sensorycznymi i społecznymi.
Psychodeliki w terapii – obiecujące badania, ale bez prostych odpowiedzi
Warto jeszcze wspomnieć, że najnowsze badania ujawniają terapeutyczny potencjał substancji psychodelicznych, takich jak LSD, psylocybina i MDMA. Ich działanie w interakcji z różnymi procesami powoduje powstawanie szeregu efektów neurobiologicznych. Taka sytuacja, ogólnie rzecz ujmując, wpływa na zdolność mózgu do zmiany i adaptacji, czyli na neuroplastyczność. Substancje tego typu w przypadku osób z autyzmem mogą wpływać na regulację emocji, zmniejszać stres i wzmacniać zdolność do elastycznego wchodzenia w interakcje społeczne. Natomiast ich stosowanie wymaga jeszcze badań i starannego rozważania w każdym przypadku. Mogą one wywoływać bardzo intensywne doznania i odmienne stany świadomości. W razie wykorzystywania przez lekarza takiej terapii potrzebne jest ścisłe monitorowanie stanu osoby, która się jej poddaje.


Zostaw odpowiedź